Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
118 postów 1350 komentarzy

Żydzi torturowali Rudolfa Hössa? Nie no, nieprawdopodobne...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Rudolf Höss był pierwszym z trzech dowódców obozu koncentracyjnego Auschwitz. Często nazywa się go "komendantem Auschwitz", a opinia publiczna zna go m.in. z książki wydanej pod tytułem "Komendant obozu w Auschwitz".

Stanął przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym jako świadek w dniu 15 kwietnia 1946 r., i to jego zeznanie wywołało sensację. Ku zdumieniu oskarżonych i w obecności dziennikarzy z całego świata przyznał się do najbardziej przerażających zbrodni, jakie historia kiedykolwiek znała. Powiedział, że osobiście otrzymał od Himmlera rozkaz eksterminacji żydów. Ocenił, że w Auschwitz 3 000 000 ludzi zostało eksterminowanych, z czego 2 500 000 za pomocą komór gazowych. Jego zeznanie było fałszywe. Zostało wymuszone na Hössie torturami, ale aż do 1983 roku nie można było poznać tożsamości oprawców i natury zadawanych mu tortur.


Przyznanie się Rudolfa Hössa stanowi podstawę teorii, która utrzymuje, że systematyczna eksterminacja żydów, zwłaszcza za pomocą komór gazowych, była historyczną rzeczywistością. Te zeznania składają się zasadniczo z czterech dokumentów, które w porządku chronologicznym są następujące:


1. Pisemne zeznanie podpisane 4 marca (lub 5 marca?) 1946 r. o godzinie 2:30 nad ranem.


Jest to 8-stronicowy tekst pisany w języku niemieckim. Nie sądzę, by w normalnych okolicznościach sąd w jakiejkolwiek demokracji zgodził się wziąć pod uwagę te strony, w których brakowało nagłówka i drukowanych informacji administracyjnych, w których roiło się od różnych poprawek, nie były parafowane i bez zapisu na końcu łącznej liczby poprawionych lub usuniętych słów. Höss podpisał to po raz pierwszy po napisaniu: "14.3.46 2:30." Podpisał ponownie po dwóch liniach, które miały być napisane odręcznie, ale które zostały napisane na maszynie i stwierdzały:
Przeczytałem powyższe sprawozdanie i potwierdzam, że jest ono zgodne z moim własnym oświadczeniem i, że to była czysta prawda. (Oficjalne tłumaczenie.)
Dalej znajdują się nazwiska i podpisy dwóch świadków, brytyjskich sierżantów. Jeden nie odnotował daty, a drugi wskazał 15 marca. Ostatnim jest podpis kpt. 92 Sekcji Bezpieczeństwa (Field Security Section), który potwierdza, że obaj sierżanci byli obecni podczas całego postępowania, podczas którego więzień Rudolf Höss dobrowolnie złożył oświadczenie. Wskazana data to 14 marca 1946 r. Nic nie wskazuje miejsca! Alianci nadali temu dokumentowi NO-1210.


2. Oświadczenie podpisane 22 dni później w dniu 5 kwietnia 1946 r.


Jest to tekst maszynowy, 20 stron, zapisanych w języku angielskim. Jest zaskakujące, że Höss podpisał deklarację pod przysięgą nie w swoim własnym języku, ale w języku strażników. Jego podpis pojawił się trzy razy: u dołu na dwóch pierwszych stronach, a następnie na trzeciej i ostatniej stronie, po tekście złożonym z czterech linijek, wciąż w języku angielskim, nadal pisanym maszynowo, co brzmi:
Rozumiem język angielski, jak napisano powyżej. Powyższe stwierdzenia są prawdziwe. Niniejsza deklaracja została złożona przeze mnie dobrowolnie i bez przymusu. Po przeczytaniu tego oświadczenia podpisałem i wykonałem to samo w Norymberdze, Niemcy, 5 kwietnia 1946 r.
Dalej następuje podpis ppłk. Smitha W. Brookharta po oświadczeniu: "Podpisali się i złożyli mi przysięgę 5 kwietnia 1946 r. w Norymberdze w Niemczech".
Tekst w tej formie jest jeszcze mniej akceptowalny niż poprzedni. Szczególnie że całe linie zostały dodane dużymi literami w stylu angielskim, podczas gdy inne są przekreślone jednym pociągnięciem pióra. Nie ma parafowania na marginesie obok tych korekt ani zsumowania na końcu dokumentu wykreślonych słów. Alianci przypisali temu dokumentowi numer PS-3868.
Aby ukryć fakt, że Höss podpisał oświadczenie, które było w języku angielskim, gdy powinno być w jego własnym języku, i aby zniknęły przekreślone słowa, uzupełnienia i poprawki, zastosowano następującą sztuczkę używaną w Norymberdze: oryginalny tekst został przekształcony i przedstawiony jako "Tłumaczenie" z języka niemieckiego na język angielski! Ale osoba odpowiedzialna za to oszustwo zbyt szybko wykonała swoją pracę. Myślała, że odręczny dodatek do paragrafu 10 (zrobiony w języku angielskim) był dodatkiem do końca akapitu 9. Skutkiem tego nieporozumienia jest to, że koniec paragrafu 9 jest całkowicie niezrozumiały. Istnieją zatem dwa różne dokumenty opatrzone tym samym numerem rejestru PS-3868 tj. dokument podpisany przez Hössa i "remake". Ten "remake" to naprawdę rażące fałszerstwo, które zostało użyte przed Trybunałem Norymberskim. To historyczne dzieło, w którym się twierdzi, że powiela dokument PS-3868 autorstwa Hössa, faktycznie powieliło "remake", pomijając (nic nie mówiąc) koniec paragrafu 9 oraz cały paragraf 10: patrz Henri Monneray, La Persécution des Juifs dans les pays de l'Est présentee à Norymberga, Paryż, Centrum Współczesnej Dokumentacji Żydowskiej, 1949, s.159 - 162.


3. Widowiskowe zeznanie ustne, o którym już wspomniałem, które się odbyło przed Międzynarodowym Trybunałem 15 kwietnia 1946 r., dziesięć dni po napisaniu dokumentu PS-3868.


Paradoksalnie to Kurt Kauffmann, adwokat Ernsta Kaltenbrunnera poprosił o pojawienie się Hössa. Jego oczywistą intencją było wykazanie, że osobą odpowiedzialną za domniemaną eksterminację był Himmler, a nie Kaltenbrunner. Kiedy przyszedł czas, by przedstawiciel prokuratury (tj. amerykański prokurator asystent płk Harlan Amen)  przesłuchał Hössa, wydawało się, że czyta końcowe oświadczenie Hössa, ale w rzeczywistości czytał tylko fragmenty z "remaku". Pułkownik Amen podał usprawiedliwienie, aby nie czytać paragrafu 9 (i jednocześnie paragrafu 8). Zatrzymując się po przeczytaniu każdego fragmentu, pytał Hössa, czy tak było naprawdę zgodnie z jego oświadczeniem. Otrzymał następujące dwufrazowe  odpowiedzi: "Jawohl", "Jawohl", "Jawohl" "Ja, es stimmt", (zawierały one oczywisty błąd dotyczący węgierskich Żydów rzekomo zabitych w Auschwitz już w 1943 r., chociaż pierwszy konwój z nimi przybył do Auschwitz dopiero 2 maja 1944 r.), "Jawohl", "Jawohl", "Jawohl", jednofrazowa odpowiedź  "Jawohl" i "Jawohl". [IMT, XI, str. 457-461]. Höss jest cytowany zgodnie z tekstem niemieckojęzycznej edycji IMT.


W normalnym przypadku zabójstwa byłyby setki pytań dotyczące eksterminacji i komór gazowych (tj. dotyczące zbrodni i narzędzia zbrodni, która nie miała precedensu w historii), ale nikt nie zadawał tych pytań. W szczególności pułkownik Amen nie prosił ani o szczegóły, ani dodatkowe informacje na temat przerażającego tekstu, który czytał w obecności dziennikarzy, których relacje miały stanowić nagłówki gazet na całym świecie następnego dnia.


4. Autobiografia Rudolfa Hössa.


Podobno Höss napisał ten tekst ołówkiem pod czujnym okiem swoich komunistycznych strażników więziennych w Polsce, czekając na proces w więzieniu w Krakowie. 2 kwietnia 1947 r. został skazany na śmierć i czternaście dni później został powieszony w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Świat musiał czekać 11 lat, aż do 1958 r., na publikację w języku niemieckim jego rzekomych wspomnień. Zostały one zredagowane przez niemieckiego historyka Martina Broszata bez szacunku dla metody naukowej. Broszat posunął się nawet do zlikwidowania kilku fragmentów, które zbyt wyraźnie epatowały szokującymi stwierdzeniami Hössa (strażników?), które mogłyby podważyć wiarygodność jego tekstu w całości.


Cztery wymienione przeze mnie tu dokumenty są ściśle związane z ich pochodzeniem. Patrząc na nie dokładniej, występują sprzeczności między ich treścią, ale w większości są wewnętrznie spójne. Osiem stron NO-1210 jest w pewnym sensie zreasumowanych na 2 stronach PS-3868; ten ostatni dokument był głównym dokumentem złożonym w ustnym zeznaniu przed IMT; i wreszcie wspomnienia spisane w Krakowie wieńczą całość. Podstawą i matrycą jest  zatem dokumentent NO-1210. To właśnie w krakowskich wspomnieniach, napisanych pod nadzorem polskiego sędziego śledczego Jana Sehna, Höss miał podać szczegółowe informacje o tym, jak Brytyjczycy uzyskali to pierwsze zeznanie.


Ujawnienie nieznanych faktów dotyczących śledztwa i uzyskania podpisu Hössa pod dokumentem NO-1210 z 14 lub 15 marca 1946 r.


Wojna zakończyła się w Niemczech w dniu 8 maja 1945 r. Höss dostał się w ręce Brytyjczyków, którzy uwięzili go w obozie dla SS-manów. Jako wykształcony agronom został wcześniej wypuszczony. Jego strażnicy nie byli świadomi kogo mają w rękach. Biuro pracy znalazło mu pracę w gospodarstwie rolnym niedaleko Flensburga. Pozostawał tam przez osiem miesięcy. Policja szukała go. Jego rodzina, z którą udało mu się nawiązać kontakt, była bacznie obserwowana i poddawana częstym rewizjom.
W swoich wspomnieniach Höss wspomina okoliczności jego aresztowania i tego, co nastąpiło później. Przesłuchania, którym przechodził, były szczególnie brutalne. Na pierwszy rzut oka zaskakujące jest to, że Polacy pozwolili Hössowi dokonać ujawnienia szczegółów na temat brytyjskiej bezpieki. Po zastanowieniu odkrywamy, że mogli to zrobić z następujących motywów:
- aby nadać wyznaniu pozór szczerości i prawdziwości;
- aby skłonić czytelnika do porównania, pochlebnego dla polskich komunistów, między brytyjskimi i polskimi metodami. W rzeczywistości Höss powiedział później, że podczas pierwszej części jego pobytu w Krakowie jego strażnicy byli bardzo blisko wykończenia go fizycznie, a przede wszystkim moralnie, ale później spotkał się z "takim przyzwoitym i taktownym traktowaniem", że zgodził się napisać swój pamiętnik;
- aby dostarczyć wyjaśnienia niektórych absurdów zawartych w tekście (NO-1210), na które brytyjska bezpieka uzyskała podpis Hössa, jeden z tych absurdów to wynalezienie "obozu zagłady" w miejscu, które nigdy nie istniało na żadnej polskiej mapie: "Wolzek pod Lublinem". Pomylenie z Bełżcem nie jest możliwe, ponieważ Höss mówi o trzech obozach: "Bełz (sic), Tublinka (sic) i Wolzek k. Lublina". Dalej pisownia Treblinki zostanie poprawiona. Zauważmy, że obozy Bełżec i Treblinka jeszcze nie istniały w tym czasie (czerwiec 1941), kiedy Himmler, według Hössa, powiedział mu, że już funkcjonują jako "obozy zagłady";


Oto słowa, których Höss używa, aby opisać kolejno, jego aresztowanie przez Brytyjczyków, jego podpisanie dokumentu, który stanie się dokumentem NO-1210, jego przeniesienie do Minden-on-the-Weser, gdzie traktowano go jeszcze gorzej, jego pobyt w więzieniu Trybunału Norymberskiego i wreszcie jego ekstradycja do Polski.
Zostałem aresztowany 11 marca 1946 r. (o godz. 23.00).
Moja fiolka z trucizną została rozbita dwa dni wcześniej.
Kiedy zostałem zbudzony ze snu, myślałem najpierw, że jestem atakowany przez złodziei, ponieważ w tym czasie miało miejsce wiele napadów rabunkowych. W ten sposób udało im się mnie aresztować. Byłem maltretowany przez policję bezpieczeństwa (Field Security Section).
Zostałem zabrany do Heide, gdzie zostałem umieszczony w tych barakach, z których zostałem uwolniony przez Brytyjczyków osiem miesięcy wcześniej.
Podczas pierwszego przesłuchania uzyskano dowody, bijąc mnie. Nie wiem, co jest w zapisie, chociaż ja to podpisałem. Alkohol i bicz to było dla mnie za wiele. Bicz był moim własnym, który przypadkiem dostał się do bagażu mojej żony. Prawie nigdy nie dotknął mojego konia, a tym bardziej więźniów. Mimo to jeden z moich przesłuchujących był przekonany, że używałem go nieustannie do bicia więźniów.
Po kilku dniach zostałem zabrany do Minden-on-the-Weser, głównego ośrodka przesłuchań w strefie brytyjskiej. Tam otrzymałem dalsze szorstkie traktowanie z rąk angielskiego prokuratora, majora. Warunki w więzieniu były zgodne z tym zachowaniem.
Po trzech tygodniach, ku mojemu zdziwieniu, zostałem ogolony, a moje włosy zostały obcięte i pozwolono mi się umyć. Moje kajdanki nie były wcześniej usuwane od czasu mojego aresztowania.
Następnego dnia zostałem zabrany ciężarówką do Norymbergi razem z jeńcem wojennym, który został przywieziony z Londynu jako świadek w obronie Fritzschego. Moje uwięzienie przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy było kuracją w porównaniu z tym, co przeżyłem wcześniej. Zostałem zakwaterowany w tym samym budynku, co główni oskarżeni, i mogłem ich  codziennie widzieć, jak byli zabierani do sądu. Niemal każdego dnia odwiedzali nas przedstawiciele państw sprzymierzonych. Zawsze byłem wskazywany, jako szczególnie interesujące zwierzę.


Znalazłem się w Norymberdze jako świadek, ponieważ adwokat Kaltenbrunnera żądał ode mnie zeznań w jego obronie. Nigdy nie byłem w stanie pojąć i nadal nie jest dla mnie jasne, w jaki sposób ja i wszyscy ludzie moglibyśmy przyczynić się do oczyszczenia Kaltenbrunnera. Chociaż warunki w więzieniu były pod każdym względem dobre - czytałem zawsze, gdy miałem czas, a dostępna była dobrze zaopatrzona biblioteka - przesłuchania były wyjątkowo nieprzyjemne, nie tyle fizyczne, ile ze względu na ich silny efekt psychologiczny. Nie mogę winić przesłuchujących - wszyscy byli Żydami.


Psychicznie byłem prawie w kawałkach. Chcieli wiedzieć wszystko o wszystkim, i to też robili Żydzi. Nie pozostawili mi żadnych wątpliwości co do losu, który mnie czekał.
25 maja, w dniu mojej rocznicy ślubu, zostałem popędzony z von Burgsdorffem i Bühlerem na lotnisko i tam przekazano nas polskim oficerom. Polecieliśmy amerykańskim samolotem przez Berlin do Warszawy. Chociaż podczas naszej podróży traktowano nas bardzo uprzejmie, obawiałem się najgorszego, gdy przypomniałem sobie moje doświadczenia ze strefy brytyjskiej i opowieści, które słyszałem o sposobie traktowania ludzi na Wschodzie. (Komendant w Auschwitz, Wprowadzenie: Lord Russell of Liverpool, tłumaczenie na język angielski, Weidenfeld and Nicolson, 1959, s. 173-175.)


Ujawnienie w 1983 r. brytyjskich oprawców Rudolfa Hössa.


Rewizjoniści udowodnili dawno temu, że zeznania Rudolfa Hössa zawierały tak wiele rażących błędów, bezsensownych elementów i niemożliwości wszelkiego rodzaju, że nie sposób już dłużej im wierzyć, jak to zrobili sędziowie w Norymberdze i Krakowie, a także niektórzy samozwańczy historycy, bez jakiejkolwiek uprzedniej analizy ich treści i okoliczności, w jakich zostały pozyskane.
Najprawdopodobniej Höss był torturowany przez brytyjskich żołnierzy 92 Sekcji Bezpieczeństwa (Field Security Section), ale konieczne było potwierdzenie tej hipotezy. Potwierdzeniem jest wydanie w Anglii książki zawierającej nazwisko głównego oprawcy (brytyjskiego sierżanta pochodzenia żydowskiego) oraz opis okoliczności aresztowania Hössa, a także jego przesłuchania "trzeciego stopnia" (eufemizm oznaczający tortury).
Książka jest autorstwa Ruperta Butlera. Została opublikowana w 1983 r. (Hamlyn Paperbacks). Butler jest autorem trzech innych prac: "The Black Angels", "Hand of Steel" i "Gestapo", wszystkie opublikowane przez Hamlyn. Książka, która nas interesuje, nosi tytuł Legiony Śmierci (Legions of Death). Jej przesłanie jest antynazistowskie. Butler mówi, że pisząc tą książkę, przeprowadził badania w Imperial War Museum w Londynie, Institute for Contemporary History i Wiener Library oraz w innych prestiżowych instytucjach. Na początku swojej książki wyraża wdzięczność tym instytucjom i, między innymi, dwóm osobom, z których jednym jest Bernard Clarke ("który pojmał komendanta KL Auschwitz Rudolfa Hössa"). Autor przytacza kilka fragmentów z oświadczeń czy to napisanych, czy nagranych przez Clarke'a.


Bernard Clarke nie okazuje skruchy. Przeciwnie, wykazuje pewną dumę z torturowania "nazisty". Rupert Butler również nie znajduje w tym nic do krytyki. Żaden z nich nie rozumie znaczenia tego ujawnienia prawdy. Mówi się, że Höss został aresztowany 11 marca 1946 roku i że trzeba było trzech dni tortur, aby uzyskać "spójne oświadczenie". Nie zdają sobie sprawy, że rzekome "spójne oświadczenie" jest niczym innym, jak obłąkańczą spowiedzią, podpisaną przez ich drżącą ofiarę w dniu 14 lub 15 marca 1946 r., o godzinie 2:30 nad ranem, które miało przypieczętować los Hössa. Zeznanie to nadało ostateczny kształt mitowi Auschwitz z rzekomą  eksterminacją Żydów, przede wszystkim z powodu domniemanego użycia komór gazowych.


W dniu 11 marca 1946 r. kpt. Cross, Bernard Clarke i czterej inni specjaliści wywiadu w brytyjskich mundurach, z których większość była wysoka i groźna, weszli do domu pani Höss i jej dzieci. Sześciu mężczyzn, jak nam powiedziano, zostało "przećwiczonych w bardziej wyrafinowanych technikach ciągłego i bezlitosnego śledztwa" (s. 235). Clarke zaczął krzyczeć: "Jeśli nie powiesz nam [gdzie jest twój mąż], oddamy cię Rosjanom, a oni postawią cię przed plutonem egzekucyjnym. Twój syn pojedzie na Syberię".
Frau Höss załamała się i ujawniła, mówi Clarke, lokalizację gospodarstwa, w którym ukrywał się jej mąż, a także jego przybrane nazwisko Franz Lang, a Bernard Clarke dodał: "odpowiednie zastraszenie syna i córki dało identyczne informacje".


Żydowski sierżant i pięciu innych specjalistów od przesłuchań "trzeciego stopnia" wyruszyło, by odszukać Hössa, którego zaskoczyli w środku nocy, śpiącego we wnęce pokoju, w którym zarzynano bydło na farmie. Höss krzyknął z przerażenia na widok brytyjskich mundurów. Clarke wrzasnął: "Jak masz na imię?" Przy każdej odpowiedzi "Franza Langa" dłoń Clarke'a uderzyła w twarz więźnia. Po czwartym razie Höss załamał się i przyznał, kim jest.
Przyznanie rozpętało nienawiść żydowskich sierżantów, których rodzice zginęli w Auschwitz po rozkazie podpisanym przez Hössa.
Więzień został wyrwany z górnej pryczy, a piżama zerwana z ciała. Potem został pociągnięty nago do jednego ze stołów ubojowych, gdzie wydawało się, że uderzeniom Clarka i wrzaskom nie było końca. W końcu sanitariusz wezwał kapitana: "Przywołaj ich, chyba że chcesz zabrać zwłoki". Koc został rzucony na Hössa i powleczono go do samochodu Clarke'a, gdzie sierżant wlał mu do gardła znaczną ilość whisky. Potem Höss próbował spać.
Clarke wepchnął kij służbowy pod powieki mężczyzny i przemówił po niemiecku: "Miej oczy otwarte, świnio".
Po raz pierwszy Höss wypowiedział swoje często potem powtarzane usprawiedliwienie: "Przyjąłem moje rozkazy od Himmlera, jestem żołnierzem tak samo, jak ty jesteś żołnierzem i musieliśmy wykonywać rozkazy".
Ekipa wróciła do Heide około trzeciej nad ranem. Śnieg wciąż wirował, ale koc został zerwany z Hössa i kazano mu iść zupełnie nago przez więzienny dziedziniec do celi. (s. 237)


Tak więc Bernard ujawnia: "Trzy dni zajęło uzyskanie spójnego oświadczenia [od Hössa]" (ibid.). Zostało to potwierdzone przez Kena Jonesa w artykule opublikowanym w "Wrexham Leader". (17 października 1986 r.):
Ken Jones był wówczas szeregowcem w Royal Horse Artillery  stacjonującej w Heid[e] w Szlezwiku-Holsztynie. "Przywieźli go do nas, gdy odmówił współpracy podczas przesłuchania w sprawie jego działalności podczas wojny, przybył zimą 1945/6 i został umieszczony w małej celi w koszarach" - wspomina Jones. Dwaj inni żołnierze zostali przydzieleni, aby pomóc Jonsowi go złamać. "Siedzieliśmy z nim w celi dzień i noc, uzbrojeni w trzonki od siekier, a naszym zadaniem było szturchać go za każdym razem, gdy zasypiał, by złamać jego opór" - powiedział Jones. Kiedy Höss był zabierany na ćwiczenia na mrozie, miał być ubrany tylko w dżinsy i cienką bawełnianą koszulę. Po trzech dniach i nocach bez snu Höss ostatecznie załamał się i złożył pełne zeznanie władzom.


To oświadczenie uzyskane, w warunkach opisanych, przez brutalną brytyjską służbę bezpieczeństwa za sprawą brutalnej inspiracji sierżanta-tłumacza Bernarda Clarke'a, stało się pierwszym zeznaniem Hössa, pierwotnym przyznaniem się indeksowanym pod numerem NO-1210. Po tym, jak torturowany więzień zaczął mówić, według Clarke'a, nie można było go powstrzymać. Clarke, nie jest bardziej świadomy w 1982 lub 1983 r. niż w 1946 r. ogromu tego, do czego zmusił Hössa podczas tego przyznania się. Opisuje serię fikcyjnych horrorów przedstawionych tutaj jako prawdę: Höss mówił dalej, po tym, jak ciała zostały zapalone tłuszcz, który się z nich wylewał, przelewał się na inne ciała (!). Ocenił liczbę zabitych w czasie, gdy był w Auschwitz na dwa miliony (!); zabójstwa osiągnęły 10 000 ofiar dziennie (!).


Obowiązkiem Clarke'a było cenzurowanie listów wysłanych przez Hössa do jego żony i dzieci. Każdy policjant wie, że prawo do udzielania lub odmawiania zgody więźniowi na napisanie do rodziny stanowi broń psychologiczną. Aby więzień zaczął "śpiewać", czasami wystarczy jedynie zawiesić lub anulować to upoważnienie. Clarke robi interesującą uwagę na temat treści listów Hössa i zwierza się nam:
Czasami czułem ścisk w gardle. W tym jednym człowieku było dwóch różnych ludzi. Jeden był brutalny, który nie zwracał uwagi na ludzkie życie, drugi był miękki i czuły. (s. 238)


Rupert Butler kończy swoją opowieść, mówiąc, że Höss nie usiłował zaprzeczać, ani unikać swojej odpowiedzialności. W efekcie w Trybunale Norymberskim Höss zachowywał się z "apatią schizoidalną". To zwrot, który został użyty przez amerykańskiego psychologa więziennego G.M. Gilberta, który był odpowiedzialny za psychologiczną inwigilację więźniów i podsłuchiwanie co pomagało amerykańskim prokuratorom. Z pewnością możemy wierzyć, że Höss był "rozdarty wewnętrznie"! Wyglądał jak szmata, ponieważ zamienili go w szmatę.
"Apatyczny", pisze Gilbert na stronie 229 swojej książki; "apatyczny", powtarza na następnej stronie: "apatia schizoidalna", pisze na stronie 239 (Dziennik Norymberski, 1947, Signet Book, 1961).
Pod koniec procesu w Krakowie; Höss powitał wyrok śmierci z widoczną obojętnością, Rupert Butler komentuje to w następujący sposób:
 [Höss] rozumiał, że Alianci otrzymali rozkazy i że nie może być absolutnie żadnej wątpliwości, że nie zostaną one zrealizowane. (ibid.)


Nie można było ująć tego lepiej. Wydaje się, że Rudolf Höss, podobnie jak tysiące oskarżonych Niemców, oddanych na łaskę zdobywców, którzy byli całkowicie przekonani o własnej dobroci, szybko zrozumieli, że nie ma innego wyjścia, jak tylko ulec woli swoich sędziów, niezależnie od tego, czy pochodzili z Zachodu, czy ze Wschodu.
Butler następnie szybko przywołuje przypadek Hansa Franka, byłego gubernatora Polski. Z tym samym tonem moralnej satysfakcji opisuje okoliczności schwytania Franka i późniejszego leczenia:
Status gwiazdy widocznie nie zaimponował dwóm kolorowym GI, którzy go aresztowali i byli odpowiedzialni za przewiezienie go do miejskiego więzienia w Miesbach, ale dopiero po tym, jak został brutalnie pobity i wrzucony do ciężarówki.
Rzucono na niego brezent, aby ukryć oczywiste oznaki złego traktowania. Frank uznał to przykrycie za użyteczne, gdy próbował przeciąć tętnicę w lewym ramieniu.
Oczywiście, nie można było pozwolić na tak łatwe wyjście. Oficer medyczny armii USA uratował mu życie i Frank stanął przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. (s. 238-239)
Rudolf Höss i Hans Frank nie byli jedynymi, którzy byli poddawani się tego rodzaju traktowaniu. Do najbardziej znanych spraw należą Julius Streicher, Hans Fritzsche, Oswald Pohl, Franz Ziereis i Josef Kramer.


Ale przypadek Rudolfa Hössa jest zdecydowanie najbardziej poważny w jego konsekwencjach. Nie ma dokumentu potwierdzającego, że Niemcy prowadzili politykę eksterminacji Żydów. Léon Poliakov zgodził się z tym w 1951 roku:


Jeśli chodzi o koncepcję prawidłowo nazwaną planem całkowitej eksterminacji, trzech lub czterech głównych aktorów popełniło samobójstwo w maju 1945 r. Żaden dokument nie przetrwał, a może nigdy nie istniał. (Bréviaire de la haine: Le IIIe Reich et les Juifs, Calmann-Levy, 1951, Livre de Poche, 1974, s.171)


[Léon Poliakov urodzony w rosyjskiej rodzinie żydowskiej, mieszkał we Włoszech i Niemczech i Francji. Był współzałożycielem Centrum Współczesnej Dokumentacji Żydowskiej , powołanego w celu zebrania i porównania dokumentów dotyczących prześladowań Żydów podczas II wojny światowej. Pomagał także Edgarowi Faurenowi podczas procesu norymberskiego. Poliakov pełnił funkcję dyrektora ds. badań w Narodowym Centrum Badań Naukowych (CNRS) od 1954 do 1971 r.]


Wobec braku jakichkolwiek dokumentów historycy  à la Poliakov wielokrotnie powracali przede wszystkim do wątpliwych wyznań, takich jak Kurta Gersteina czy Rudolfa Hössa, czasami modyfikując teksty, by były bardziej użyteczne.


Bernard Clarke jest "dziś odnoszącym sukcesy biznesmenem pracującym na południu Anglii" (Legions of Death, 1983, s. 235). Można jednak powiedzieć, że to jego głos został usłyszany w Norymberdze w dniu 15 kwietnia 1946 r., kiedy to prokurator asystent Amen czytał wybrane fragmenty zdumionej i przytłoczonej publiczności, z domniemanej spowiedzi Rudolfa Hossa. Tego dnia wylansowano kłamstwo o wymiarze światowym, kłamstwo obozu Auschwitz.  Pierwotną siłą sprawczą tego niezwykłego wydarzenia medialnego było kilku żydowskich sierżantów z brytyjskiej bezpieki, w tym Bernard Clarke, "dziś odnoszący sukcesy biznesmen pracujący na południu Anglii".

Autor Robert Faurisson


http://www.ihr.org/jhr/v07/v07p389_Faurisson.html
 

 

KOMENTARZE

  • @
    Autor
    Robert Faurisson (ur. 24 stycznia 1929 w Shepperton) – francuski literaturoznawca.

    W związku z głoszonymi przez siebie poglądami był pobity podczas kilku napadów, dokonanych przez żydowskie bojówki[4].


    Na mocy uchwalonej 1990 tzw. Ustawy Gayssota (Loi Gayssot) Faurisson, za głoszenie swoich poglądów, został w 1991 usunięty z profesury literatury uniwersytetu w Lyonie.
  • +5
    Trzeba mówić o szwindlach Trybunału Międzynarodowego. Trzeba mówić o Hossie, bo samo zwycięstwo nie może być gwarancją racji. Od sfałszowania podstawowych dokumentów dotyczącego Hössa i popełnionych zbrodni faszystowskich, procesy trybunału są farsą.

    Zwycięscy musza mieć winnych i chcą ich zamordować, ale chcą nadąć morderstwu pozory legalność. Dlatego powołano Trybunał Sprawiedliwości, przy ONZ. Trybunał, który nie wiele ma wspólnego z Sprawiedliwością. Najśmieszniejsze jest to , że oskarżyciele: amerykanie i żydzi nie ratyfikowali traktatu dotyczącego zbrodni wojennych.

    Jeżeli zwyciężą amerykańsko -żydowskie interesy to każdy napadnięty jest zbrodniarzem wojennym np. Miłoszewicz, któremu nawet szans na mowę obronną nie dano.

    Prawdziwi zbrodniarze wojenni, którzy zainicjowali wszystkie powojenne konflikty zbrojne, którzy miasta obrócili w perzynę, którzy mordowali cywili paląc ich napalmem, czy rozjeżdżając czołgami obozy Palestyńczyków i zasypując im studnie są bohaterami. Wzorcami demokracji i swobód obywatelskich.
  • 5*
    Zastanawiające są głupie błędy popełniane przez syjonistów, np. podpisanie zeznania przez Hössa o g. 2:30.

    Natknąłem się na norymberskie zeznania SS-mana, który podawał liczbę 10 mln zlikwidowanych Żydów.
    ____________________

    Religia holokaustu nie wytrzyma próby czasu.
    Np.:
    Istnieje niemiecka kronika filmowa z bombardowania Drezna - luty 1945r. Na filmie widać wyraźnie osobników z naszywkami gwiazdy Dawida, którzy uciekają do schronów.

    Druga ewakuacja więźniów z KL Stutthof (ostateczna likwidacja obozu) nastąpiła 25 kwietnia 1945r. Więźniowie wyruszyli pieszo do pobliskiego Mikoszewa (kilkanaście kilometrów) skąd drogą wodną mieli zostać przetransportowani do Zatoki Lubeckiej (na teren Rzeszy, obecnie NRF). Ewakuacja objęła wyłącznie Żydów. Pozostawionych w obozie Polaków rozstrzelano. (Tę historię znam z relacji byłego więźnia obozu, który przeżył ewakuację. Został postrzelony i ranny przeleżał dwa dni w stercie trupów.)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031