Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
16 postów 1222 komentarze

Gnostyckie źródła myśli Alfreda Rosenberga

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Mówi się, że chrześcijański przeciwnik judaizmu ma tylko dwie alternatywy: odjudaizować Chrystusa albo wyprzeć się Go.

Houston Stewart Chamberlain, podążając za wieloma teologami Europy Środkowej z XIX wieku, próbował udowodnić, że Jezus był Aryjczykiem żyjącym na odizolowanym obszarze Galilei i różnił się rasowo od reszty ludów tego regionu. Autor Podstaw XIX wiekustarał się wykazać, że odizolowana grupa Nordyków została odcięta od głównego nurtu narodu i że Chrystus wywodził się z takiego właśnie ludu*. Feldmarszałek Ludendorff i inni kwestionowali jedynie doniosłość Chrystusa oraz byli zarówno antychrześcijańscy jak i antyhebrajscy. Obie te tradycje wspólnie zakładały, że Biblia, to jest zarówno Stary jak i Nowy Testament, była dosłowną historią.

Trzecia ewentualność tkwi u podstaw myśli Rosenberga. Jej początki są zakorzenione w przedchrześcijańskich ideach i praktykach, które na Zachodzie są powszechnie znane jako gnostycyzm. Podobnie jak wiele innych ogólnych terminów, wielu ludzi obejmuje pojęciem gnostycyzmu szeroką gamę filozoficzno-teologicznych idei. Z uwagi na sukces zachodniego kościoła, w tym jego nowszych protestanckich odłamów, systemy, które zostały pokonane w długiej walce o supremację religijną w świecie chrześcijańskim, są przedstawiane w jednoznacznie negatywnym kontekście. Określenia takie jak marcjonita, gnostyk, manichejczyk czy bogomił są nacechowane negatywnie. Większość z tego, co było wiadomo na ich temat, była albo potajemnie strzeżona, albo zostało zebrane z polemik pisanych przez przeciwników tychże grup, albo ze źródeł inkwizycji, wliczając w to przesłuchania (najczęściej związane z torturowaniem niezbyt wykształconych członków danej wspólnoty) tych, którzy zostali oskarżeni o herezję.

W XX wieku nastąpiły istotne zmiany, które zrewidowały naszą wiedzę na temat różnych „herezji”. Pierwszą rzeczą było odkrycie ważnych dokumentów i traktatów spisanych albo przez czołowych gnostyków, albo przez ich najbliższych uczniów i zwolenników. Drugą rzeczą było zainteresowanie przywódców Trzeciej Rzeszy tymi ruchami oraz późniejsze badania na temat ideologii narodowosocjalistycznej w odniesieniu do myśli gnostyckich. Spośród głównych prac, które reinterpretują ruch narodowosocjalistyczny w takich kategoriach, można wymienić The Morning of the MagicianPauwelsa i Bergiera (w jęz. francuskim, a następnie przetłumaczona na inne języki), The Spear of Destiny i The Cup of Destiny Ravenscrofta oraz The Occult and the Third Reich Angeberta.

Większość autorów, którzy odkryli na nowo gnostyków i ich wpływ na Trzecią Rzeszę, przyjęła założenie, że przywódcy utrzymywali podstawy tej wiedzy w tajemnicy, zazwyczaj w świątyniach SS i podczas rytuałów i że ten rodzaj specjalnej wiedzy nigdy nie był przeznaczony dla szerokich mas. Jedynie kilku specjalnie wyselekcjonowanym grupom SS zostały powierzone owe odwieczne tajemnice. Jeszcze w okresie poprzedzającym powstanie Trzeciej Rzeszy Rosenberg rozpowszechniał swój esej na temat źródeł nazistowskiej ideologii (został on napisany jeszcze przed powstaniem NSDAP). Jego Mit XX wieku poruszał bardzo szczegółowo temat jednej konkretnej gnostyckiej sekty, a mianowicie katarów („świętych” lub „czystych”), ale autor wstrzymał się od przedstawienia uproszczonej wersji katarskiej filozofii i religii jako nowej (albo odnowionej) religii Niemiec.

W mojej opinii Mit XX wieku Alfreda Rosenberga jest w swej istocie dziełem gnostyckim, które usiłowało przygotować grunt pod kolejne prace, które z kolei miałyby przywrócić Niemcy do czasów, w których uproszczona, antyżydowska religia była na Zachodzie powszechną praktyką pośród zwykłych ludzi. Książka ta była pomyślana nie jako oświadczenie końcowe na temat Nowej Religii Nordyckiej, ale miała służyć jako próbny balon, jako prekursorskie dzieło tego, co miało nadejść. Na początku lat dwudziestych XX wieku Rosenberg nie był jeszcze gotowy, aby wygłosić ostateczne stanowisko tej filozofii. Badania niezbędne do stworzenia pełnego obrazu nie zostały jeszcze ukończone. Była to obietnica rzeczy, które dopiero miały nadejść. Było to zadanie, które jego zdaniem mogłoby być przyrównane do misji króla Artura, który wysłał Rycerzy Okrągłego Stołu na poszukiwania Świętego Graala.

Legenda o Graalu

Każdy niemiecki uczeń znał na pamięć wspaniałą ludową opowieść o Graalu. Parsifal Wolframa von Eschenbacha był jednym z największych dzieł w literaturze niemieckiej oraz światowej. Na pierwszy rzut oka jest to znana opowieść o poszukiwaniu idealnej miłości i odkupienia przez rycerza o czystym sercu. Została ona spopularyzowana w formie operowej pod koniec XIX wieku przez kompozytora Ryszarda Wagnera. Niewiele utworów literatury heroicznej miało większy wpływ na świadomość narodową Niemców niż Parsifal.

Opera Wagnera rozpoczyna się historią starego rycerza, Gurnemanza, który przypomina legendę o Graalu. Titurel walczył bez powodzenia z poganami, gdy nagle przybyła do niego grupa aniołów. Powierzyli jego opiece Świętego Graala, kielich, z którego pił Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy oraz Włócznię Longinusa, którą rzymski centurion przebił bok Chrystusa, kiedy ten skonał na krzyżu. Aby ochraniać te wielkie talizmany niebiańskiej mocy, Titurel zbudował wielką fortecę w Monsalvat i zgromadził wokół siebie rycerzy o czystym sercu. Rycerze ci walczyli z niesprawiedliwością i tyranią na całym świecie.

Klingsor ubiegał się o przyjęcie do tego grona, ale nie mógł przezwyciężyć pożądania i pasji wypływającej z jego serca i dlatego nie został przyjęty. Następnie wybudował on wielki ogród niegodziwości, do którego zwabiał rycerzy o czystym sercu przy pomocy cielesnych pokus płynących od przeróżnych pięknych kobiet, po czym zniewalał ich i czynił swoimi sługami. Amfortas został wysłany przez Titurela, aby zabrać świętą włócznię do złego ogrodu i położyć kres pokuszeniu, którego to miejsce było źródłem. Klingsor wysłał uroczą Kundry, aby kusiła Amfortasa. Dziewczyna uwiodła go i dostarczyła świętą włócznię Klingsorowi. Zły czarnoksiężnik zranił włócznią Amfortasa i choć Amfortasowi udało się zbiec, to jednak jego rana nie chciała się zagoić. Amfortas wierzył, że został potępiony za swój grzech ciała.

Następnie na scenie pojawia się niewinny głupiec, Parsifal, szukający swojej tożsamości i przeznaczenia. Po krótkiej scenie, w której ukazuje się Święty Graal, Parsifal udaje się do zamku Klingsora. Kundry zostaje wysłana, aby go uwiodła, ale niespodziewanie Parsifal zostaje porażony wizją. Dowiaduje się, że jeśli ulegnie pokusom Kundry, rana Amfortasa nie będzie mogła zostać uleczona i zarówno Amfortas jak i żaden z rycerzy Graala nie będzie mógł dostąpić zbawienia. Parsifal odrzuca uwodzenie Kundry i odchodzi. Klingsor próbuje go zabić przy pomocy włóczni, ale przelatuje ona nad głową młodzieńca. Raj zmysłowości upada a Klingsor znika.

Po wielu latach Parsifal powraca z wędrówek po całym świecie. Dowiaduje się, że Kundry przywdziała szaty pokutniczki i że Gurnemanz został pustelnikiem. Jest Wielki Piątek. Powiedziano mu, że Titurel zmarł i że Amfortas nadal leży ranny i nie jest w stanie przystąpić do komunii świętej. Parsifal udaje się do Monsalvat, dotyka ranę Amfortasa świętą włócznią i przynosi ulgę rycerzowi. Włócznia oraz Graal zostają przeniesione do sanktuarium.

Legenda o Graalu może być interpretowana dwojako. Ogólnie rzecz biorąc, jest ona postrzegana jako historia chrześcijańskiej miłości i odkupienia ludzkości. Druga interpretacja to interpretacja mityczna. Mówi się, że Graal zawiera tajemnicze przesłanie, które jest znane jedynie nielicznym i które niewielu jest w stanie zrozumieć. To właśnie ta interpretacja została przyjęta przez Ravenscrofta w The Cup of Destiny(1981) oraz Angeberta w The Occult and the Third Reich(1974).

Lucyfer był Księciem Niebios zanim jego grzech skłonił Boga do strącenia go do piekła. Kiedy zszedł do świata podziemi, jego korona spadła na ziemię i utworzyła ogromny szmaragd. Został on następnie wykorzystany przez starożytnych do wykonania kielicha, który miał być używany przy okultystycznych rytuałach. Odnajdujemy tutaj najstarszy relikt, który jest akceptowany zarówno przez chrześcijan jak i gnostyków. Na kielichu wyryte były specjalne znaki, symbole, runy i tym podobne rzeczy, które przedstawiały etapy wznoszenia się człowieka ostatecznego stanu błogosławieństwa. Graal stał się świętym naczyniem Wtajemniczonej Wiedzy. Na swojej zewnętrznej stronie zawierał on skarb w postaci pierwotnej wiedzy i tradycji, która łączyła przeszłość z przyszłością. Owa pierwotna wiedza może przywrócić człowieka do jego naturalnego i zarazem jedynego prawdziwego stanu – pierwotnego stanu świadomości.

Graal był w Niemczech postrzegany przez wielu za zagubioną, tajemną księgę rasy aryjskiej. Był on powierzony Aryjczykom od czasów eonów i był na zmianę tracony i odzyskiwany. Dokładna treść napisów zawartych na kielichu była nieznana, a ponieważ została ona zapisana za pomocą symboli, interpretacja owych run mogła się różnić w zależności od epoki. Przez całe wieki Graal stanowił jeden wielki skarb wszystkich Aryjczyków. Przez stulecia był jednoczącym spoiwem, jedynym artefaktem, który dostarczał racjonalne uzasadnienie istnienia rasy.

Niedawny film Excalibur dostarczył podobnej wysoce zsekularyzowanej interpretacji mitu o Graalu. Graal jest tam przedstawiony jako element pośredniczący pomiędzy władcą a poddanym, jako magiczny przekaźnik, który gwarantuje, że król i ziemia są jednością i że każde z nich będzie służyć drugiemu w całkowicie naturalnej spójni. Jednak to duchowy wymiar Graala jest tym, co pozwala na tę mityczną więź.

Graal poprzedzał chrześcijaństwo. Jest to absolut, którego przyjęcie jest konieczne dla zrozumienia znaczenia tego artefaktu dla NSDAP i jego przywódców, a zwłaszcza dla SS. W Micie XX wieku Alfreda Rosenberga Graal może być postrzegany jako przyczyna niemieckiego sprzeciwu wobec niektórych aspektów chrześcijaństwa, w szczególności rzymskiego katolicyzmu. Można uznać, że wskazał on kierunek narodowi niemieckiego, a przynajmniej znacznej jego części, kiedy społeczeństwo zderzyło się z naukami zachodniego Kościoła, które były im obce.

Podczas gdy autorzy ostatnich badań, zwłaszcza Angebert i Ravenscroft oraz w mniejszym stopniu Pauwels i Bergier, podkreślali znaczenie katarów na przestrzeni XIV wieku, to jednak nie poszli wystarczająco daleko w swoich badaniach. Prawdą jest, jak zobaczymy poniżej, że „czyści” przechowywali przez jakiś czas Graala i inne powiązane z nim artefakty, ale pojawili się oni dość późno, zarówno doktrynalnie, jak i pod względem zainteresowania Graalem i jego ochraniania.

Herezja marcjonitów

Musimy powrócić do II wieku naszej ery, do Marcjona z pontyjskiej Synopy, aby zobaczyć rozwój całości literatury dotyczącej Graala. Większa cześć tego, co stało w sprzeczności zarówno z zachodnim katolicyzmem, jak i późniejszą schizmą prawosławną, może być postrzegana jako zapoczątkowana przez Marcjona. Marcjon, podobnie jak wielu innych, zmagał się z wielkim problemem zła. W tamtym czasie Kościół nie zdecydował się na własne wyjaśnienie istnienia zła na świecie. Kwestia ta była daleka od rozstrzygnięcia w czasie, kiedy Marcjon pisał swoje dzieła.

Marcjonici wierzyli, że zło jest naprawdę realną siłą, a nie tylko brakiem jakiegoś dobra. W pewnym uproszczeniu można utożsamić tę złą siłę z diabłem, szatanem lub z władcą much. Przedstawia on moc, z którą należy się liczyć. Świat był źródłem grzechu i zepsucia i należało go unikać. Został stworzony tak, jak zostało to opisane w Starym Testamencie, ale jego twórcą nie był Bóg. Była to niższa istota (lub istoty) zbliżona do „rzemieślników świata” znanych z czasów Grecji klasycznej. Istota ta jest czasem określana mianem Demiurga, ponieważ jako syn Boga i emanacja pochodząca od Najwyższego, ów stwórca miał w sobie iskierkę boskości. Człowiek naturalnie tęskni za swoim prawdziwym domem, który jest mu nieznany. Jest uwięziony w świecie zepsucia i upadku: w materii, to jest w świecie materialnym, który nie został stworzony przez Boga.

Dla Marciona Stary Testament był kłamstwem, ponieważ była to historia fałszywego boga i zwodziciela, jakim był Jahwe. Również większość (jeśli nie wszystkie) starotestamentowych postaci była oszustami i należało je odrzucić. Żydów postrzegał jako lud Jahwe, a więc rasę, która oddawała cześć fałszywemu bogu. Zgodził się jednak z Żydami w jednej kwestii, a mianowicie, że ich mesjasz jeszcze nie nadszedł. Jezus Chrystus nie był ich odkupicielem; przybył, aby uwolnić ludzkość od fałszywej religii Jahwe. W swoim antykosmicznym dualizmie Marcjon przeciwstawił nieznanego Boga niższemu bogu-stwórcy, Jahwe. Zbawienie ludzkości oznaczało, krótko mówiąc, uwolnienie się od Jahwe.

Kontrast między tymi dwoma światami i ich bogami jest ogromny. Jahwe został scharakteryzowany przez Marcjona jako wojowniczy mściciel, który zainteresowany jest utrwalaniem świata zemsty. Łagodny Jezus jest wysłannikiem nieznanego (obcego) Boga i jest miłosierny oraz pełen miłości. Bezpośrednie poznanie nieznanego (obcego) Boga jest niemożliwe. Choć ludzie podejrzewali jego istnienie, to zostało ono ujawnione dopiero wówczas, kiedy Jezus przyszedł na świat. Jahwe zamieszkiwał świat materialny, ponieważ świat ten był lustrzanym odbiciem jego samego i został on stworzony na jego (a nie obcego Boga) obraz i podobieństwo. Prawdziwy Bóg nie mógł istnieć na tym świecie, ponieważ jest czystym duchem i jest bezpośrednio przeciwny konfliktowi i nieładowi, które są nierozerwalnie związane z materią.

Marcjonici odrzucali wszystkie rzeczy, które wiązały się ze światem materialnym lub które zdawały się przywiązywać człowieka do niego, lub które wydawały się sugerować fizyczne odkupienie lub nawracanie przy użyciu rzeczy materialnych. Z tego powodu odrzucali chrzest, za wyjątkiem manifestowania pogardy dla świata materialnego. Komunia święta była wielką sprzecznością, ponieważ zasadniczo sprowadzała się do przeniesienia rzeczy materialnych do królestwa ducha i nieznanego Boga. Należało unikać wszelkich ziemskich przyjemności, które wiązały nas ze światem doczesnym. Kontakty seksualne były kolejną rzeczą, która zespalała człowieka ze światem widzialnym. Prokreacja oznaczała, że kolejne iskry ducha miały zostać uwięzione w świecie łez i kłamstwa.

Jako że nieznany Bóg jest czystą dobrocią i miłosierdziem, roztoczył on swoja opiekę nad ludzkością, a przynajmniej nad tą częścią ludzi, która była z nim związana i której mógł się objawić i która go przyjmie i pokocha. Bóg dobrowolnie zesłał nam łaskę, aby pomóc nam w naszym zbawieniu. Nie zrobił tego dlatego, że ludzie, jako nędzne istoty nie byli w stanie sami osiągnąć zbawienia, ale uczynił to dlatego, że nas umiłował, chociaż wcale nas nie znał. Jest to doktryna „czystej łaski”, która stanowi zasadniczą część teologii marcjonitów. W pewnym sensie jest to całą religią. Bóg tak bardzo umiłował świat, że chociaż ten był mu nieznany, postanowił przyjąć do siebie ludzi, aby z nim żyli i aby On oraz ludzie poznali się wzajemnie w świecie oddalonym od zepsucia obecnego świata.

Moralność nie była uznawana za zgodność z jakimś prawem natury; natura była materialna, a przeto zepsuta. Boga nie było na świecie. Prawa naturalne były ucieleśnieniem Demiurga, czyli szatana, a nie nieznanego Boga. Należy unikać kontaktu z naturą we wszelkich jej widocznych formach, ponieważ odsuwa nas ona od prawdziwego Boga.

Chociaż to wiara, a nie wiedza, jest tym, co prowadzi nas do Boga, to jednak musimy poznać szczególną wiedzę, która pozwoli nam rozpoznać wiele fałszywych elementów występujących pod płaszczykiem religii. W schemacie Marcjona musimy wiedzieć, że Nieznany Bóg jest Bogiem prawdziwym i że stwórcą świata jest tylko eon, zła emanacja pochodząca od Boga. Chrystus, Syn Boży, przybył, abyśmy poznali to, czego nie możemy bezpośrednio poznać sami. Że jesteśmy uwięzieni w materii, pozbawienie nadziei na odkupienie, chyba że będziemy mieli świadomość, że prawdziwa wiara jest sprawą szczególnego lub gnostyckiego objawienia. To, że Bóg zaprasza nas, czyli nieznajomych, do swego domu, nie mając o nas żadnej wiedzy (podobnie jak my o Nim), jest kanonem wiary, który można poznać tylko dzięki tej specjalnej wiedzy.

Marcjon usunął z Nowego Testamentu fragmenty, które mu się nie podobały. Pozostały jedynie okrojone kawałki Ewangelii (zwłaszcza Łukasza), niektóre listy Pawła i niewielkie części Dziejów Apostolskich. Warto zauważyć, że zachodni Kościół nie skodyfikował w tym czasie Nowego Testamentu. Marcjon był bardziej restrykcyjny niż większość ówczesnych kapłanów, kiedy wybierał odpowiednie fragmenty na duszpasterski użytek. Odrzucił całkowicie Stary Testament, choć jeden odłam gnostycki w tamtym czasie (być może nie marcjonicki) przekształcił się w kult węża w oparciu o starotestamentową opowieść o wężu kuszącym Ewę. Przypuszczalnie wąż był dobrym symbolem, ponieważ był przeciwieństwem tych, których Marcjon uczynił czarnymi charakterami. Sądzono, że wąż przyniósł pewną wiedzę na temat szatana, stworzyciela Adama i Ewy.

Cenzurując Nowy Testament, Marcjon usunął z niego nawiązania do wczesnego dzieciństwa Chrystusa. Ponieważ Jezus był posłańcem Najwyższego, Nieznanego Boga, nie mógł być zanurzony w materii. Jezus nie musiał się materializować i tylko sprawiał wrażenie, że posiada ludzkie ciało, jak wtedy w Kafarnaum. Przybył, aby ocalić tych, którzy odrzucą judaizm i Jahwe. W metaforycznym sensie ceną za przelanie jego cennej krwi było uwolnienie od fałszywego boga Jahwe. Zaoferował nam chrzest, który odrzuciłby świat i całe jego materialne zło. Człowiek miał być „zaślubiony” wyłącznie z Chrystusem, toteż należało unikać płodzenia dzieci, aby człowiek mógł wydostać się ze świata materialnego. I chociaż świat materialny będzie nadal istniał, Chrystus przybył zniszczyć jako ideę świat Jahwe.

Herezja manichejska

Niewiele odłamów religijnych w Kościele zachodnim wywarło większy lub trwalszy wpływ niż manicheizm. Zapoczątkowany przez Maniego w Mezopotamii około 242 r. n.e., odłam ten był głównym rywalem ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Mani poniósł męczeńską śmierć w 276 r. w wyniku działań przedstawicieli zachodniego Kościoła. Wśród zwolenników tego nurtu był wielki apologeta Kościoła katolickiego, św. Augustyn, który praktykował manichejskie zasady od około 373 do 382 roku. W jego Państwie Bożymznajdują się silne manichejskie tendencje, które obserwujemy w jego absolutnej dychotomii pomiędzy dobrem i złem, a także pomiędzy państwem ludzkim (światem widzialnym) i państwem Bożym (królestwem ducha).

Idee Maniego odzwierciedlały gnostyckie tło obszaru i czasów. Pochodzenie zła leżało w naturze samej materii. Mnogość materii jest radykalnie przeciwna duchowości Boga. Materia jest złem, którego nigdy nie na się odkupić; jest wieczystym złem. Dusza jest boska lub zbliżona do boskości, ponieważ jest niematerialna i prosta. Ciało człowieka jest więzieniem, w którym uwięziona jest dusza. Odkupienie można znaleźć jedynie w śmierci.

Demiurg, czyli niższy stwórca, stworzył świat widzialny z cząstek, które należały do mocy ciemności. Te moce są przeciwne Bogu i całej sferze ducha. Są one na zawsze uwięzione w świecie materii. Skłaniają one człowieka, aby wykorzystywał swój seksualny popęd do nieustannego rozmnażania się, ażeby dusze zostały uwięzione w ciałach ludzkich. W przeciwnym wypadku ciała byłyby martwymi, pustymi skorupami i nie istniałby nikt, kogo moce ciemności mogłyby kontrolować.

Dychotomia ta nazywana jest antykosmicznym dualizmem. Stanowi ona podstawę głównych dzieł gnostycyzmu, ale przede wszystkim manicheizmu. Grzech towarzyszy życiu w świecie materialnym. Jedynie iskra życia, ludzki duch, nadaje się do pobożnych działań, myśli i odkupienia. Dualizm ten nieuchronnie doszedł do wniosku, że wszystko, co jest skończone (czyli ograniczone w czasie), jest złe, natomiast wszystko, co jest wieczne, jest dobre, zaś duch człowieka jest iskrą wiecznego ognia Boga.

Manicheizm posiadał bardzo rygorystyczną etykę. Ludziom zabroniono zabijać zwierzęta czy w jakikolwiek inny sposób przelewać krew. Seks został potępiony z powodów wymienionych powyżej. Człowiek musiał odrzucić szatana, świat, wszystkie rzeczy materialne i wszelkie szczęście oparte na przyjemnościach płynących z dóbr materialnych. Wybrani (electi) i doskonali (perfecti) podróżowali prosząc o jedzenie. Ignorowali świeckie prawa, które w jakikolwiek sposób były sprzeczne z ich religią i otwarcie poszukiwali męczeństwa za swoje przekonania. Znaczna część wspólnoty oddawała się modlitwie i poszczeniu oraz była zależna od gościnności zwykłych wiernych, u których często zamieszkiwała.

Ujmując rzecz precyzyjnie, manichejczycy nie byli chrześcijanami. Uznawali Chrystusa za istotę boską, a przynajmniej za istotę kierowaną przez Ducha Świętego. Ale podobnie uznawali wszystkich wielkich religijnych przywódców: Buddę, Laoziego i innych. Odrzucali ideę wcielenia, która jest fundamentem, na którym opiera się chrześcijaństwo. Jezus tylko sprawiał wrażenie bycia człowiekiem. Nie został ukrzyżowany, zawsze był wszechobecny. Niektórzy krytycy manichejczyków oskarżali ich o panteizm. Prawdą jest, że manichejczycy nie mieli specjalnego zastosowania dla wielu wierzeń chrześcijańskich. Odrzucali komunię świętą na tej podstawie, że była bezwartościowa z powodu wszechobecności Jezusa. Odrzucali relikwie, takie jak krzyż, częściowo dlatego, że artefakty te były materialne, a częściowo dlatego, że nie miały one większego znaczenia niż jakikolwiek inny fizyczny przedmiot, jako że Bóg i tak był wszędzie.

Termin „manicheizm” zaczął reprezentować wszelkie odmiany dualizmu, w których materia i duch są koniecznie i zasadniczo sobie przeciwne. Ruch wygasł prawdopodobnie z dwóch powodów: poprzez swoje odrzucenie seksualności i ekskluzywizm był zbyt antyspołeczny. W epoce, w której istniała wielka pokusa prowadzenia wojen, zarówno zaborczych jak i obronnych, manichejczycy poszli zbyt daleko w swoim odrzuceniu wojny, przemocy i rozlewu krwi. Ale zarówno sam termin jak i wiele myśli tego ruchu wciąż trwało jako życiowe iskry rozniecane przez innych.

Agapius (ok. 450) próbował połączyć manicheizm z prawdziwym chrześcijaństwem. Utrzymywał wiarę w Złego, samoistną siłę, która jest zarówno wieczna, jak i przeciwna Bogu. Wzywał do odrzucenia całego Starego Testamentu twierdząc, że był on wypełniony kłamstwami i oszustwami. On również potępiał ziemskie przyjemności, wliczając w to seks. Z drugiej strony wierzył jednak w doktrynę Trójcy, wcielenie, odpuszczenie grzechów w wyniku chrztu, ukrzyżowanie, zmartwychwstanie i sąd ostateczny a także zmartwychwstanie materialnego i ubóstwionego ciała. Jego synkretyzm, choć intrygujący, odgrywał jedynie chwalebną rolę ogniwa w łańcuchu czasu.

Inaczej sprawa wygląda w przypadku paulicjan, jako że stanowili oni pomost łączący manicheizm i kataryzm od około 668 roku, kiedy to grupa ta została zorganizowana, aż po XIII wiek. W 869 roku Piotr z Sycylii napisał ostrą krytykę paulicjan w swoim dziele Historia Manichaeorum.

Początki paulicjanizmu są niejasne. Niektórzy badacze doszukują się źródeł tego nurtu w naukach Pawła i Jana z Samosaty. Ich nazwa mogła pochodzić od Pawła lub odnosić się do pietyzmu, jakim sekta darzyła listy św. Pawła (Szawła). Jeszcze inni sprowadzali ruch paulicjan do bycia „marnymi uczniami Pawła”.

Paulicjanie publicznie odrzucali manicheizm, ale prywatnie zaadoptowali gnostycki dualizm oraz wiele innych jego nauk. Stary Testament odrzucali jako dzieło kłamliwe. Twierdzili, że został on napisany przez rasę złodziei i zwodzicieli i że był inspirowany kultem fałszywego boga, demiurga Jahwe. Nienawidzili Żydów ze względu na to, że potępili i osądzili Chrystusa. Powstrzymali się jednak przed napiętnowaniem ich jako zabójców Chrystusa, ponieważ postrzegali ukrzyżowanie za złudzenie. Piotra postrzegali jako typowego Żyda, który w obliczu niebezpieczeństwa i presji, zdradził Chrystusa i zaparł się go.

Atakowali oni tradycyjny kościół z kilku powodów. Odzienie duchownych postrzegali jako ubiór szatana. Gardzili podkreślaniem męki i ukrzyżowania Chrystusa, jako że były to albo iluzje albo celowe kłamstwa. Chrystus nie posiadał fizycznego ciała składającego się z zepsutej materii tego świata. Jego „ciało” było jedynie iluzją ukazaną człowiekowi jako wygodny punkt odniesienia. Komunia była ofiarą składającą się z rzeczy materialnych, chleba, wody lub wina, a zatem nie mogła być święta. Prawdziwa Eucharystia, jak nauczali, była w słowach i myślach Chrystusa.

Z pozoru wydawali się być ortodoksyjnymi chrześcijanami, ponieważ dostrzegali różnicę pomiędzy pozbawionymi znaczenia gestami pod publikę, a szczerymi gestami i czynami praktykowanymi prywatnie. Biblia, w tym również znienawidzony Stary Testament, została przyjęta na użytek ezoteryczny, podczas gdy wtajemniczeni odprawiali ezoteryczne obrzędy prywatnie. Uważali, że wiara jest czynnikiem nadrzędnym w osiąganiu zbawienia (stąd ich uwielbienie wobec Pawła). Ale wierzyli również, że istnieją pewne ukryte znaczenia i objawione słowa, które wtajemniczeni muszą znać, aby uwolnić się od świata materialnego. Tajemnice te były pilnie strzeżone w ramach tajnych obrzędów.

Paulicjanie w jednej kwestii różnili się od manichejczyków. Byli gotowi walczyć i umierać. Odnosili wiele sukcesów przeciwstawiając się wojskom bizantyjskim, a później także bułgarskim. Głosili ewangelię zarówno mieczem, jak i Biblią. Być może nawet odcisnęli głębsze piętno na historii ze względu na swoją wojowniczość, aniżeli z powodu swoich idei. Choć zazwyczaj nie nawracali siłą, to sam widok ich potężnych armii w polu musiał mieć przemożny wpływ na miejscową ludność. Ich potęga osiągnęła szczyt pod przewodnictwem Tychikusa, ok. 801-835 r. n.e., chociaż resztki paulicjan działały co najmniej do 1200 roku.

Paulicjańskie i manichejskie idee łączył, swoją drogą całkiem oryginalny ruch, który pojawił się w Bułgarii około 950 r. n.e. Naszym jedynym prawdziwym punktem odniesienia jest informacja, że po raz pierwszy zostali wspomniani, kiedy w Bułgarii panował car Piotr, który zmarł w 969 roku. Bogomili stanowili grupę wtajemniczonych, którzy posiadali sekretne pisma oraz idee; ich nazwa nawiązuje do wyrażeń „Boże, zmiłuj się”, „Boże miłosierdzie” lub „Umiłowany przez Boga”.

Ich wysoce oryginalne poglądy teologiczne rozpoczynały się od gnostyckiego dualistycznego podziału na złą materię i dobrego ducha. W przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15: 11-32) odkryli oni pewną alegorię. Chrystus jest dobrym synem, który pozostał z ojcem, szatan zaś jest synem, który odchodzi, aby czynić zło. Diabeł (lub Satanel, jak nazywali go bogomili) był synem Boga i bratem Chrystusa. Jedna z późniejszych opowieści, która dotyczy bogomiłów, jest następująca. Szatan stworzył ciało Adama. Próbował ożywić je iskrą wiecznej duszy, którą wykradł Bogu, ale dusza nie chciała pozostać w ciele, tylko nieustannie wydostawała się przez odbyt. W końcu jednak udało mu się uwięzić duszę w ciele, a ona sama okazała się być wystarczająca do ożywienia ciała. Szatan stworzył ciało z wody i ziemi.

W drugiej wersji opowieści woda wypłynęła z palca Adama i utworzyła strumień, który ukazał się Adamowi pod postacią węża. Wąż próbował ostrzec Adama o oszustwie Satanela i został przez niego przeklęty. W końcu Bóg i jego marnotrawny syn osiągnęli porozumienie: każdy będzie rządził inną częścią człowieka. Bóg miał rządzić tym, co zostało mu skradzione, czyli duchem człowieka; diabeł z kolei miał panować nad ciałem.

Aby zapobiec końcu ludzkości, a tym samym końcu panowania Satanela nad człowiekiem poprzez jego ciało, diabeł musi dążyć do podtrzymania istnienia rasy ludzkiej. Mógł to osiągnąć tylko poprzez uwięzienie duszy w materii. Z tego powodu wykorzystuje seks jako podstawowe narzędzie służące kontrolowaniu ludzkości. Bez seksu i prokreacji nie byłoby kolejnych ludzkich pokoleń, nad którymi Satanel mógłby sprawować kontrolę. Dlatego też prawdziwie wierzący człowiek powinien odrzucić małżeństwo.

Ezoteryczna część nauk bogomiłów głosiła, że ewangelie, Dzieje Apostolskie i listy Pawła zawierają ukryte przesłanie. Aby móc poznać sekrety, człowiek musiał posiadać swego rodzaju klucz. Z nie do końca jasnych powodów, ale być może z obawy przed Żydami, wiadomości te zostały przedstawiane w formie zagadek, alegorii i metafor. Właściwa interpretacja tych przekazów była niezbędnym warunkiem dla osiągnięcia zbawienia.

Bogomili odrzucali krzyż jako symbol zła. To właśnie na nim w rzeczywistości lub tylko symbolicznie Żydzi ukrzyżowali  Chrystusa. Nawet jeśli ktoś próbuje pogodzić dualizm, który odrzuca posiadanie przez Chrystusa ciała z nienawiścią do Żydów jako „morderców Chrystusa”, to ostatecznie dochodzi do wniosku, że bogomili musieli potępić Chrystusa i jego naukę. Krzyż może być interpretowany jako symbol wzgardzenia i odrzucenia.

Bogomili nie czynili rozróżnienia pomiędzy kapłanami i ludźmi świeckimi. Ich wspólnota była zarządzana demokratycznie aż do około 1200 roku. W odróżnieniu od paulicjan w większym stopniu oddawali się kontemplacji, a w mniejszym stopniu angażowali się w działanie i najwyraźniej odrzucali przemoc. Gdyby wykazywali większą aktywność w sferze wojskowej, ich struktura organizacyjna mogłaby być większa. Nie próbowali też powołać do istnienia własnego tymczasowego rządu.

Bogomilizm charakteryzowało odrzucenie sakramentów. Małżeństwo prowadziło do dalszego rozmnażania materialnych ciał. Komunia jest próbą uczynienia niemożliwego: uświęcenia materii, która jest zła i której nie można pobłogosławić. Z tych samych powodów odrzucali również relikwie i formalną strukturą kościoła.

Fundagiagici (Phundagiagitae) mogą być uważani za pewien odłam bogomilizmu i, do pewnego stopnia, paulicjanizmu. Ich wspólnota została założona przez Jana Tzurillasa w Bułgarii około 1050 roku i rozprzestrzeniła się na terytorium bułgarskim i bizantyjskim. Byli bardziej skorzy niż bogomili do głoszenia gołosłownych frazesów względem spraw związanych z zorganizowanym Kościołem prawosławnym. Zwolennicy tego nurtu byli bardzo trudni do wykrycia w trakcie wielu prześladowań nieprawosławnych chrześcijan, jakie miały miejsca w Bułgarii i Bizancjum.

Fundagiagici byli oskarżani o bycie czcicielami diabła i posiadanie rozbudowanej satanologii. Oskarżenie to brało się z błędnej interpretacji ich zainteresowania Satanelem jako synem Boga i twórcą tego świata. Bóg stworzył sześć niebios, a Satanel ostatnie. Satanel nakłonił inne upadłe anioły do buntu przeciwko Bogu. Kiedy ci zdali sobie sprawę z tego, że zostali oszukani, postanowili stworzyć rasę pomocników ludzkości. I tak też uczynili stając się ojcami rasy gigantów, która została poczęta z ludzkich córek.

Fundagiagici twierdzili, że Mojżesz zdeprawował Żydów oddając cześć Satanelowi i dając ludziom prawo, które zostało spisane przez Satanela, a nie przez Boga. Inni ludzie zbuntowali się, zachęcani przez gigantów, którzy byli wspierani przez swoich ojców. W odwecie Satanel wywołał powszechny potop, który zabił wszystkich oprócz Noego, który jako jedyny pozostał mu wierny. W myśl doktryny fundagiagitów jedynie nieliczne postaci ze Starego Testamentu zasługiwały na coś innego niż wieczne potępienie.

Satanel ukradł iskrę od Boga, która stała się duchem człowieka. Było to metaforycznie przedstawiane jako światło słoneczne na tle wiecznej ciemności królestwa Satanela. Duch ludzki wołał o odkupienie, więc Bóg wysłał na pomoc swojego syna Jezusa Chrystusa. Po ocaleniu ludzkości lub przynajmniej tej części, do której przyszedł i która go przyjęła, Jezus powrócił do nieba. Podczas wniebowstąpienia, Jezus obezwładnił Satanela i pozbawił go całej jego pobożności w wyniku czego imię diabła brzmiało odtąd Satan, tracąc swój przyrostek „el” (który nawiązywał do Boga). Nauczanie Jezusa miało na celu wyłącznie wyzwolenie ludzi spod wpływów Satanela i jego ziemskich sług, czyli Żydów, wyznawców Mojżesza i Noego.

Czyści

W Micie XX wieku Alfred Rosenberg poświęca wiele miejsca opisując katarów, znanych również jako albigensi lub czyści. Niemiecki filozof wyraźnie stawiał wyżej ten odłam chrześcijaństwa od rzymskiego katolicyzmu. Byli oni krzewicielami manichejskiej tradycji, znajdowali się również pod wpływem bogomiłów, paulicjan i innych i propagowali te idee w Europie Środkowej w okresie sprzed reformacji. Gdyby katarzy byli bardziej aktywni w sferze militarnej i bardziej doświadczeni politycznie, to właśnie oni, a nie Luter i Kalwin, mogli zapisać się w historii jako reformatorzy chrześcijaństwa i buntownicy, którzy odnieśli sukces w konfrontacji z Kościołem. W rzeczywistości jednak zostali skutecznie powstrzymani przez Kościół katolicki oraz sprzymierzonych z nim książąt.

Katarzy pojawili się około roku 1025 roku w Niemczech, Włoszech i Francji oraz rozprzestrzenili się na obszary Anglii oraz Flandrii. Pierwotnie byli postrzegani jako „nowi manichejczycy” i tak też bywali określani przez kościelnych wysłanników, którzy mieli zwalczać tę powracającą herezję. Istnieje wiele legend o twórcach herezji katarów, ale nie sposób przypisać założycielstwa żadnej konkretnej jednostce lub jakiejś małej, możliwej do zidentyfikowania grupie. Przykładowo Gerbert z Aurillac, arcybiskup Reims, w 991 roku stworzył deklarację zasad, które były wyraźnie gnostyckie i manichejskie, ale nie można powiedzieć, że był on przywódcą katarów albo że zachęcał do rozpowszechniania tej religii. W 1028 r. Wilhelm V, książę Akwitanii, zwołał radę biskupów, aby rozwiązać problem tej herezji. Kolegium to utrzymywało, że kataryzm zrodził się we Włoszech i stamtąd zaczął się rozprzestrzeniać na północ. Ademar z Chabannes sądził, że to pewna kobieta wraz z jakimś wieśniakiem sprowadzili tę doktrynę do Francji, być może z Włoch. Współczesne badania sugerują, że przynajmniej część z nich pochodziła z Bułgarii, Armenii i/lub Cesarstwa Bizantyjskiego, a inna część wywodziła się z ziem muzułmańskiego imperium, gdzie panowała niezwykła tolerancja dla dziwnych sekt gnostyckich.

Ich nauki poznajemy na ogół ze źródeł rzymskokatolickich. Są to głównie relacje zaczerpnięte z przesłuchań więźniów inkwizycji. Do tej pory nie odkryto, przetłumaczono i rozpowszechniono żadnej książki podobnej do (staroarmeńskiego?) Klucza do prawdy,  aby wyjaśnić z perspektywy katarów kontrowersje na temat ich doktryny. Współczesna nauka zauważa, że zapiski inkwizycji, nawet jeśli są dokładne, zostały zebrane w wyniku przesłuchań osób poddanych torturom, a zatem ci, których przesłuchiwano, byli skłonni powiedzieć wszystko, co ich oprawca chciał usłyszeć. Ponadto relacje były pozyskiwane od niewykształconych wieśniaków, których teologiczne tezy zawierały sprzeczności, a być może nawet żaden z nich nie przedstawiał wiernie teologii katarów. Wreszcie należy zauważyć, że choć herezja katarów istniała przez ponad dwa stulecia, to jednak nie posiadała centralnego organu podobnego do papiestwa, ażeby ustanowić uniwersalną doktrynę.

Katarzy byli wyraźnymi dualistami w klasycznym manichejskim ujęciu. Najwcześniejsze wzmianki o nich mówią, że był to nowy wybuch dawnej zmory Kościoła – manicheizmu. Od czasu do czasu katarów nazywano manichejczykami. Badacze nie zdecydowali na podstawie zachowanych źródeł, czy dualizm katarów był tradycyjnie przeciwny wiecznym bogom, czy też był to dualizm typu monarchicznego. Być może posiadał on cechy obu tych herezji jednocześnie. Monarchiczny dualizm sugeruje, że zło jest istotą pod każdym względem gorszą od Boga i że moc zła zniknie, kiedy świat materialny zakończy swe istnienie. Tradycyjny dualizm, oparty częściowo na naukach perskiego mędrca Zaratustry (Zoroastra), twierdzi, że istnieją dwie równie wieczne i potężne istoty, jedna dobra i jedna zła.

Katarzy w ograniczonym zakresie akceptowali zwyczajowe święte pisma, ale odrzucili w większości Stary Testament. Zachowano tylko kilka ksiąg, do których często odwoływał się Nowy Testament (zwłaszcza Psalmy). Odrzucali żydowskiego Jahwe widząc w nim albo wcielenie szatana, albo zwykłego architekta świata, nie zaś Boga. Podawali ezoteryczne interpretacje Pisma Świętego, wliczając w to zakaz jedzenia mięsa. Fragmenty Nowego Testamentu, które nie odpowiadały ich naukom, zostały usunięte, najczęściej tłumacząc to tym, że zostały one dodane przez Żydów w celu wprowadzenia w błąd wiernych.

Wewnątrz ruchu istniało wyraźne rozróżnienie między „doskonałymi” a „wyznawcami”. Wyznawcami byli ci, którzy uczyli się prawdziwego chrześcijaństwa. Mogli zawierać związki małżeńskie albo nadal trwać w takich związkach, jeśli tego chcieli. Wtajemniczeni, którzy złożyli śluby, musieli zrezygnować z życia seksualnego i rodzinnego. Kandydaci na doskonałych przechodzili okres próbny, który trwał często wiele lat lub nawet dekadę (a czasem dłużej). Wielu katarów dopiero tuż przed śmiercią składało owe śluby, zatem nie byli zobligowani do przestrzegania znacznie surowszego kodeksu moralnego, który obowiązywał doskonałych.

Wielkim sakramentem religii katarów było consolamentum. Odbywał się on w domu doskonałego albo wyznawcy. Sakrament rozpoczynał się od servitum – wspólnego wyznania grzechów i błędów. Brali w nim udział wszyscy obecni, zarówno doskonali jak i wyznawcy. Starszy doskonały trzymał nad głową okrojoną wersję Pisma Świętego. Do naszych czasów zachowały się opisy przebiegu tej ceremonii, ale nie zawierają one niczego, co byłoby szokujące lub antytetyczne dla ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Najbliżej tego, co mogło być określone mianem herezji, był szczególny nacisk, jaki kładziono na materialny rodzaj grzechów, a zwłaszcza grzechy cielesne.

Obrzęd wtajemniczenia kandydata na doskonałego był dość prosty. Czytano fragmenty z uznawanych pism Ojców Kościoła oraz z ocenzurowanego Pisma Świętego, ale generalnie rytuał sprowadzał się do tego, że kandydat przysięgał wyrzec się rzeczy, które dla katarów były nieakceptowalne. Reflektant przyrzekał, że nie będzie jeść mięsa, angażować się w doczesne próżności, kłamać, oszukiwać, przeklinać itp. Kościół rzymskokatolicki twierdził, że właśnie w tym momencie miało miejsce odrzucenie wszystkich rzeczy katolickich. Katechumenowi przypominano, że tutaj, przed Bogiem, przysiągł wieczną wierność swojej religii. Musiał się on niewątpliwie wyrzec sakramentów, ponieważ wiązały się one ze światem materialnym oraz kilku innych kanonów ortodoksyjnej wiary.

Katarzy nie pili wina i odrzucali komunię świętą twierdząc, że nic, co jest materialne, nie może być uświęcone albo oczyszczone w obliczu Boga. Jak już widzieliśmy wcześniej, pogląd ten jest typowy dla antykosmicznego i gnostyckiego dualizmu. Spowiedź była sprawą otwartą, a nie kapłańską. Krzyż, tradycyjny symbol pasji, budził największy sprzeciw nawet  pomimo tego, że katarzy na ogół wierzyli, że Chrystus nie posiadał ciała i jego cierpienie było tylko pozorne. Jednakże sam fakt, że Żydzi chcieli ukrzyżować i potępić Jezusa, był wystarczającym powodem, aby nienawidzić krzyż, nawet jeśli Chrystus w rzeczywistości nie został ukrzyżowany.

Niektórzy katarzy byli najwyraźniej adopcjanistami. Wierzyli, że każdy człowiek (za wyjątkiem Żydów) zrodził się z ciała Maryi, a jego ojcem prawdopodobnie był Józef. Nie były to jednak narodziny z dziewicy ani narodziny nieskończenie wolne od grzechu (Niepokalane Poczęcie). Kiedy Jan chrzcił Jezusa, Bóg przemówi słowami: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. Chrystus miał wtedy został przepełniony jestestwem Boga. „Adopcja” miała pozostać w mocy podczas ukrzyżowania i możliwe, że Bóg odszedł z ciała Chrystusa albo w Ogrodzie Oliwnym, albo na krzyżu („Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”). Większość spośród tych, którzy przyjmowali adopcjanizm, wierzyła, że to człowiek, a nie człowiek-Bóg, został ukrzyżowany.

Główny nurt katarów prawdopodobnie wierzył, że Bóg nie mógł i nie stał się ciałem, ponieważ ciało jest materialne, a zatem zepsute. Bóg jedynie sprawiał wrażenie, że posiada cało, które było czymś w rodzaju udogodnienia dla ludzi, którzy mieli go ujrzeć. Ten punkt widzenia posiadał drugorzędną korzyć: zwalniał z konieczności zajmowania się kwestią, czy Chrystus był Żydem. Był to problem, który dość mocno niepokoił nurt, który w całości odrzucał judaizm i jego pisma, proroków oraz myśli i prawa Starego Testamentu.

Tradycyjne nauki o niebie, piekle i czyśćcu były dla katarów nie do przyjęcia. Ziemia, jako materialny świat diabła i zepsucia, była piekłem. Jedynie ci, którzy wyrzekli się ciała i szatana, mogli zostać przyjęci do nieba. Consolamentum stanowiło oczyszczenie człowieka od zła i zepsucia. Dlatego też nie było potrzeby, aby istniało inne miejsce, w którym mogłoby się dokonywać oczyszczenie. Podobnież nie było potrzeby modlić się za zmarłych. Część zmarłych dostała się nieba, które wznosiło się ponad zepsucie świata materialnego i w związku z tym nie potrzebowała już pomocy. Dusze innych natomiast wciąż były uwięzione na świecie.

Żadna z prac dotykających problematyki kataryzmu nie podjęła kwestii reinkarnacji, która wydaje się być logiczną konsekwencją tej religii. Jeśli dusza nie byłaby w stanie uciec materii, to czy nie byłaby zmuszona, aby powrócić i próbować ponownie? A może dusza, która nie zdołała wydostać się ze świata materialnego w tej pojedynczej próbie, została w jakiś sposób uwięziona na wieczność w materii? Źródła, którymi dysponujemy, milczą w tej ważnej kwestii.

Można również postawić pytanie, czy dla katarów wiara w to, że wszyscy ludzie mają w sobie iskrę Wiecznego Boga, była konieczna? Zachowane źródła również nie poruszają tej kwestii. Jedna z legend głosiła, że szatan najechał niebiańską siedzibę i schwytał tam jedną trzecią duchów, które następnie uwięził w ziemskich ciałach. Jednak legenda nie stwierdza wyraźnie, że liczba ta była wystarczająca, aby odnosiła się do całej ludzkości. To jest właśnie główny problem z naukami, które głosili katarzy: wypowiadali się oni przy pomocy mitów, przypowieści i legend, a nierzadko zaprzeczali sobie samym.

Pomijając czysto symboliczne znaczenie, Maryja nie odgrywała żadnej roli w katarskim apostołowaniu. Niektórzy utrzymywali, że jako dziewica jest ona symbolem Kościoła w jego najbardziej abstrakcyjnej formie.  Jedna z ciekawostek głosiła, że Maryja była jedynie „środkiem transportu”, przy pomocy którego eon dostał się na ziemię; wariancja pozwoliła Chrystusowi przez nią przejść, ale miał on trafić na świat nie poprzez kanał rodny, tylko przez ucho.

Inkwizycja oskarżała katarów o bycie panteistami. W sensie duchowym można powiedzieć, że boska obecność jest we wszystkim, co nas otacza. Z drugiej strony, tak jak to miało miejsce w przypadku katarskiego odrzucenia komunii świętej, nic, co materialne, nie może posiadać w sobie cząstki Boga, ponieważ Bóg był antytezą materialistycznej różnorodności i mnogości. Na pytania dotyczące obecności Boga w kościele lub w komunii świętej katarzy odpowiadali, że Bóg jest tam obecny tak samo, jak w innych miejscach. Niektórzy katarzy najwyraźniej wierzyli, że Bóg, będąc wszechpotężnym, może wedle woli wstępować w materię lub przybierać pozory materii, aby zwieść szatana i uratować Ludzi Światła z ich materialnego więzienia. A zatem w dowolnym momencie Bóg może być obecny w każdej na pozór materialnej rzeczy, lub ukazać się wszystkim, w tym również szatanowi, jako rzecz materialna.

Lista postaci, których postawę moralną oceniano zupełnie inaczej, jest zarówno długa jak i intrygująca. Jahwe, jak zdążyliśmy się przekonać, jako żydowski bóg był zarówno złym jak i fałszywym bóstwem oraz kimś w rodzaju szatana (lub jego wcieleniem). Abraham i Mojżesz mieli być zainspirowani przez diabła. Jan Chrzciciel był zły, ponieważ chrzcił w wodzie (tj. w materii) zamiast w duchu. Różne postacie, które dokonywały zniszczeń lub które przykładały do tego rękę – jak np. w rabowaniu Kanaanitów w celu zdobycia „krainy mlekiem i miodem płynącej” – zostały potępione.

Rosenberg i gnostycyzm

Katarzy stanowili dla Alfreda Rosenberga bardzo dogodny punkt wyjścia do ataku na Kościół katolicki i judaizm. Nie sposób nakreślić proces myślowy Rosenberga oraz czy jego pogarda dla tych dwóch potężnych instytucji wypływała z jakiejś ogólnej niechęci do nich, czy może z jego własnej analizy ich doktryny i historii. Na kartach Mitu XX wieku pojawia się wiele odniesień do obu tych grup, które zdaniem filozofa miały wypaczyć obraz chrześcijaństwa i prawdziwego przesłania Boga. Zarówno jedni jak i drudzy zostali również ukazani jako prześladowcy katarów.

Można przypuszczać, że nieustanne pozytywne odniesienia względem katarów sugerują, że zdaniem Rosenberga posiadali oni klucz do prawdziwego chrześcijaństwa. W swoich pismach oraz przemówieniach Rosenberg upierał się, że jest chrześcijaninem. Krytykował Kościół katolicki stawiając mu typowe zarzuty, które pojawiały się w całej Europie po okresie reformacji. Ale to nie wszystko. Reformacja nie posunęła się wystarczająco daleko. Luter, Kalwin i inni zaczęli iść we właściwym kierunku, ale w pewnym momencie zawahali się.

Protestantów można porównać do waldensów, którzy byli współcześni katarom. Waldensi nie byli żadną miarą dogmatyczni i spędzali bardzo mało czasu na rozważaniach o ezoterycznej doktrynie. Pragnęli jedynie oczyścić Kościół, uprościć kościelne posługi i zakończyć korupcję wśród duchowieństwa. Krótko mówiąc, chcieli zreformować Kościół, aby był bardziej zgodny z „prostym” Kościołem, który według nich istniał w czasach Dziejów Apostolskich. Były to również cele i rezultaty protestantyzmu. W ramach „uproszczania” protestanci dążyli do zmniejszenia liczby i złożoności sakramentów i umocnienia władzy centralnej w sprawach wiary, moralności i biurokracji. Spory doktrynalne były minimalne i w większości równie trudne do zrozumienia jak różnica pomiędzy katolicką transsubstancjacją (przeistoczeniem) a luterańską konsubstancjacją. Różnice doktrynalne nie zaprzątały głów większości wiernych.

W rezultacie Luter kładł wielki nacisk na dosłowną interpretację całej Biblii i odrzucił tendencje (ukryty kataryzm?), aby usunąć z kanonu Biblii Stary Testament. Sprawa przekładu Biblii na język ojczysty była ważniejsza niż jakikolwiek proces „oczyszczania” treści. Kalwiniści na Stary Testament zwracali jeszcze większą uwagę niż czynił to Kościół katolicki. Kiedy purytanie doszli do władzy w Nowej Anglii próbowali nawet przywrócić regułę sędziów i starotestamentową teokrację. Również wielu spośród prawdziwych lewellerów („diggerów”) próbowało uczynić to samo w Anglii.

Luter darzył najwyższym szacunkiem słowa Pawła, a zwłaszcza ich literalne znaczenie. Katarzy oraz inni gnostycy w dużym stopniu wykorzystywali pisma Pawła, ale w sposób tak bardzo symboliczny, że wypada uczciwie stwierdzić, że traktowali Pawła wyłącznie jako punkt wyjścia dla swoich ezoterycznych rozważań. To właśnie z Pawłem, a zwłaszcza z dosłowną interpretacją jego słów, Rosenberg miał największy problem w kontekście chrześcijaństwa. Rosenberg dostrzegał w Pawle ogromną hipokryzję, która przejawiała się w tym, że Paweł odrzucił Prawo, ale przywiązywał jednocześnie wielką wagę do rozwoju tego samego Prawa. Chociaż Paweł odrzucił Prawo Mojżeszowe jako nieobowiązujące, to jednak próbował skodyfikować Prawo dla chrześcijan, co zdaniem Rosenberga było po prostu Prawem Mojżeszowym pod nową nazwą.

Dla Rosenberga Paweł był wielkim konspiratorem. Widząc, że nowa religia Chrystusa nie może zostać pokonana i że zagraża judaizmowi, Żydzi wysłali Pawła, aby ją zniekształcił. Ponieważ Nowy Testament obwiniał Żydów za śmierć Chrystusa („Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz”) miał on albo przynajmniej mógł przybrać antyżydowski charakter. Tak więc według Rosenberga Żydzi postanowili wysłać jednego spośród swoich, a tym samym poświęcając go, aby przekierował chrześcijaństwo w inną stronę. To było proste: Chrystus przybył do swojego ludu, ale jego własny lud go nie przyjął. Żydzi byli więc wyrzutkami. Ale przekierowując chrześcijaństwo, Paweł sprawił wrażenie, że Żydzi nie byli wyrzutkami.

Gdyby nie Paweł, argumentował Rosenberg, chrześcijaństwo byłoby równie „heretyckie” jak bogomili, manichejczycy, paulicjanie czy katarzy. Odrzuciłoby Stary Testament, usunęłoby Żydów i ich boga Jahwe oraz stałoby się religią antyżydowską.

Niezwykle ciężko jest stwierdzić, w jakim stopniu Rosenberg opanował gnostycką antykosmiczną dualistyczną teologię. Nie wiemy dokładnie, jakie książki przeczytał lub odkrył. Nie znamy też szczegółów na temat tego, co odkryło „Okultystyczne Biuro” SS.

Po upadku ostatniej twierdzy katarów w Montsegur w październiku 1244 roku, kilku „czystych” przedarło się przez katolickie linie i wyniosło skarby. Wśród tych skarbów miał znajdować się Święty Graal a na nim tajemnicza wiedza katarskiego gnostycyzmu, która była niezbędna do osiągnięcia zbawienia. Jest to ważny motyw zarówno książek Ravenscrofta jak i pracy Angeberta The Occult and the Third Reich. Wydana przed wojną Krucjata przeciw GraalowiOtto Rahna sugeruje, że lokalizacja największego skarbu katarów była znana. Możliwe również, że SS odnalazło dawno zaginione księgi teologii katarów lub dzieła przedstawiające katarską ezoteryczną interpretację uznawanych przez nich ksiąg Nowego Testamentu. SS mogło również odnaleźć katarskie komentarze na temat ksiąg, których przez długi czas używały sekty manichejskie, wliczając w to apokryficzne Księgi Henocha, Księgę Adama i Ewy, Ewangelię Tomasza lub Ewangelię Dzieciństwa Tomasza.

Ravenscroft wierzył, że włócznia Longiniusa została już dawno odnaleziona i znajduje się w Wiedniu, w skarbcu dziedzicznych królów austriackich. Włócznia, którą w tytule swojej książki nazywa Włócznią Przeznaczenia (The Spear of Destiny), była dla Ravenscrofta talizmanem mocy samej w sobie. Autor zasugerował, choć nie stwierdził tego wyraźnie, że być może jest ona czymś znacznie więcej.

Na marginesie, zaskakujący może wydać się dla nas film Poszukiwacze zaginionej Arki (1981). Produkcja ta w pewnym sensie sugeruje, że niewielka grupa narodowych socjalistów polowała na niektóre artefakty, takie jak Święty Graal czy Włócznia Longinusa. Dlaczego jednak to właśnie Arka Przymierza została pokazana w filmie? Nic z tego, co przeczytałem na temat Rosenberga i gnostyków, nie sugeruje, że Arka faktycznie interesowała narodowych socjalistów.

Co takiego, poza różnymi pismami, które tutaj zasugerowaliśmy oraz Graalem, zawierał skarb katarów? Co takiego znajdowało się tam według Rosenberga? I jakie przypuszczalne elementy tego skarbu badał i rozważał Rosenberg? Studiując prace Ravenscrofta i Angeberta, możemy sądzić, że spędzili oni wiele czasu na próbie udzielenia odpowiedzi na te pytania. Obaj są zgodni, że Hitler i narodowi socjaliści posiadali Włócznię. Żaden z badaczy najwyraźniej nie jest skłonny przypisywać nazistom posiadania jakiegokolwiek innego artefaktu lub pisma. Ktoś mógłby nawet zapytać, czy katarzy rzeczywiście posiadali skarb, a jeśli tak, to czy którykolwiek z tych cennych przedmiotów przetrwał.

Posiadam silne podejrzenie, że gdzieś istnieje albo istniała pod koniec wojny znaczna ilość niezwykle ważnych badań nad całym ruchem katarów i przypuszczalnym wielkim skarbem pochodzącym z Montsegur. Badania te zostałyby zebrane, aby następnie stać się podstawą nordyckiego chrześcijaństwa, które interesowało zarówno Rosenberga, jak i Hitlera.

Praca The Occult and the Third ReichAngeberta sugeruje, że znaczna część tego, co SS zebrało na temat religii, została wykorzystana przez SS pod nadzorem Himmlera do indoktrynowania nowym kultem wybranych przywódców SS. W tym celu Himmler oddał w posiadanie SS specjalną twierdzę. Pauwels i Bergier, których dzieło wyróżnia się śmiałymi tezami, niepodpartymi absolutnie żadną dokumentacją, twierdzą w Morning of the Magician, że wyselekcjonowana grupa oficerów SS zajmowała się odprawianiem czarnych rytuałów poświęconych kultowi szatana. Czarny Zakon miał oddawać się czarnej magii, demonologii i wszelkiego rodzaju złym rzeczom. Ravenscroft wierzył, że Hitler był czarnym magiem i mistrzem wielu nauk okultystycznych.

Można zauważyć, że podobne zarzuty były wysuwane przeciw katarom. Zaproponowali oni zupełnie nową interpretację chrześcijaństwa za co byli paleni na stosach i musieli znosić inne straszliwe męczeństwa. Dopóki dokumenty, które wciąż mogą istnieć, nie zostaną wydane, w kontekście opublikowanych prac Rosenberga możemy jedynie powiedzieć, że badał on ogólnodostępne materiały na temat katarów i być może innych średniowiecznych manichejczyków (w bardzo szerokim ujęciu definicji manicheizmu) oraz że rozumiane przez niego idee miały stać się podstawą odnowionego chrześcijaństwa.

Warto zauważyć, że Kościół rzymskokatolicki zareagował szybko i po raz pierwszy od wielu stuleci zaatakował konkretną pracę, Mit XX wieku Rosenberga, w encyklice zatytułowanej Mit Brennender Sorge. Wydanie encykliki w języku ojczystym (w tym przypadku po niemiecku) już samo w sobie było niespotykane i godne uwagi. Kościół zajął również stanowisko, że Żydzi nie ponoszą szczególnej winy za śmierć Chrystusa, obarczając za to winą ogólnie pojętą ludzkość. Miało to miejsce po tym, jak Mit XX wieku ukazał się drukiem a encyklika ta może być w pewnym stopniu postrzegana jako reakcja na stanowisko, które zajmował Rosenberg i narodowy socjalizm.

Manichejskie stanowisko w sprawie Żydów i Starego Testamentu idealnie wpisywało się w panujące w Trzeciej Rzeszy zapatrywania. Przekonanie, że jednocześnie można było przejawiać antyżydowskie nastawienie i być dobrym chrześcijaninem, było kamieniem węgielnym nordyckiego podejścia do doktryny chrześcijańskiej. Ważne było również to, że średniowieczni manichejczycy zakładali istnienie rasy kosmicznych ludzi, którzy byli zepsuci i materialistyczni oraz byli rządzeni przez fałszywego, materialistycznego boga. Ich przeciwieństwem była rasa czystych ludzi, którzy odrzucali świat materialny i którzy zostali zmuszeni do życia w królestwie stwórcy. To stanowisko średniowiecznych manichejczyków na temat rasy i antyrasy brzmi jak fragment wyciągnięty wprost z podręcznika Hitlerjugend.

James B. Whisker

Tekst ukazał się w: The Journal of Historical Review, Fall 1983 (Vol. 4, No. 3), p. 335-355.

www.ihr.org/jhr/v04/v04p335_Whisker.html

[*] arjanek.neon24.pl/post/149728,jezus-z-galilei-od-gelil-haggoyim-co-oznacza-okreg-pogan

Notka powiązana tematycznie: 

arjanek.neon24.pl/post/150360,okultyzm-hitlerowcow-to-mit-wyprawa-ss-do-tybetu

KOMENTARZE

  • @
    Cyt://Spośród głównych prac, które reinterpretują ruch narodowosocjalistyczny w takich kategoriach, można wymienić The Morning of the MagicianPauwelsa i Bergiera (w jęz. francuskim, a następnie przetłumaczona na inne języki), The Spear of Destiny i The Cup of Destiny Ravenscrofta oraz The Occult and the Third Reich Angeberta.//

    Analizę tych "dzieł" znajdziecie tu:
    https://arjanek.neon24.pl/post/150360,okultyzm-hitlerowcow-to-mit-wyprawa-ss-do-tybetu

    A tu krótkie streszczenie "klasycznego dzieła" Włóczni Przeznaczenia.

    The Spear of Destiny (Ravenscroft). .
    https://en.wikipedia.org/wiki/The_Spear_of_Destiny_(Ravenscroft)


    Trevor Ravenscroft zaczyna swoją książkę od przedstawienia nam dr Waltera Johannesa Steina (1891–1957), żyda, którego uważa za swojego duchowego mentora. Opowiada, jak Stein zamierzał rozpocząć pracę nad książką na temat Włóczni Przeznaczenia w 1957 r., ale nieszczęśliwie upadł zaledwie trzy dni po podjęciu takiej decyzji i wkrótce zmarł. Ravenscroft twierdzi, że on sam działał tu jak pośmiertny sekretarz dla Steina. Jak się przekonamy, jest to bardzo znaczące.

    Pierwsza część książki jest biografią Hitlera z lat, które spędził w Wiedniu w trudnych warunkach, co jest zrozumiałe, i w książce jest to słabo udokumentowany okres jego życia. Religijne przekonania Ravenscrofta są uwidocznione w jego pracy, która jest pełna wykrzykników, i wkrótce staje się jasne, że chce on wyjaśnić tzw. szczególne zło Hitlera jako satanistyczne opętanie. Dyskusja na temat Włóczni jest niezwykle skąpa, biorąc pod uwagę, że to ona ma być przedmiotem książki. Dostajemy krótką relację z pierwszego spojrzenia Hitlera na Włócznię i tyle na ten temat w części pierwszej. Niemniej jednak w tej pierwszej części Ravenscroft ma wiele do powiedzenia na temat domniemanego zainteresowania Hitlera legendarnym Graalem, chociaż jest to zupełnie inny rodzaj Graala niż z legendy arturiańskiej, ten jest bardziej związany ze średniowieczną alchemią. To właśnie zainteresowanie sprawiło, że Hitler miał się rzekomo skontaktować z Walterem Steinem w 1911 roku, kiedy, jak Ravenscroft twierdzi, Stein kupił w obskurnej księgarni, egzemplarz dziewiętnastowiecznej edycji "Parsifala" Wolframa von Eschenbacha (ok. 1170–1220) z osobistą adnotacją Hitlera.

    Druga część książki, wśród wielu postaci i organizacji ukazuje nam m.in. Dietricha Eckarta (1868–1923), Houstona Stewarta Chamberlaina (1855–1927), Helmutha Johanna Ludwiga von Moltke (1848–1916) i Towarzystwo Thule (Thule-Gesellschaft). Po raz kolejny Włócznia jest prawie nieobecna, a Ravenscroft koncentruje się na wpływie różnych szarych eminencji, które przedstawia jako pielęgnujące złego ducha w Adolfie Hitlerze, który jest niczym więcej jak tylko pustym naczyniem dla demonicznie zorganizowanego przez nich planu. Są to niezwykle nudne rozważania.

    Trzecia i ostatnia część książki powraca do Waltera Steina i jego rzekomego zainteresowania Włócznią. Autor próbuje nam wmówić, że Stein był reinkarnacją Hugo z Tours, który żył w czasach Karola Wielkiego, i który według Steina przyczynił się do sprowadzenia różnych relikwii (w tym Pręputium Domini, napletka Jezusa) do Francji.

    //Święty napletek (łac. præputii sui sancti) – relikwia Jezusa Chrystusa pierwszego stopnia, szczątek ciała pozostały po obrzezaniu. Czczony od średniowiecza, jego kult został jednak zaprzestany postanowieniem II Soboru Watykańskiego wraz ze zlikwidowaniem święta Obrzezania Pańskiego obchodzonego 1 stycznia. Watykan nie wypowiada się dziś na temat istnienia relikwii świętego napletka.//
    https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awi%C4%99ty_napletek

    Dalej czytając, wracamy do nazistowskiej historii, które Ravenscroft próbuje powiązać z Heleną Bławatską (1831-1891) i jej opus magnum "Nauką tajemną" (1888). Nie ma krytycznej oceny Bławatskiej ani jej koncepcji rozwoju człowieka, które byłyby całkowicie sprzeczne z czymkolwiek rozumianym przez naukę XX wieku. Autor mówi nam o specjalnej nienawiści Hiltera do Rudolfa Steinera i o jego własnym, (Steinera) zainteresowaniu Włócznią, następnie wprowadza postać Heinricha Himmlera (1900–1945). Antykwaryczne zainteresowania Himmlera są dobrze znane i podobno interesuje się regaliami Habsburgów, których częścią jest Włócznia. Wreszcie autor mówi nam, jak to Hitler zabrał włócznię ze skarbca w Muzeum Hofburgu w dniu jego wjazdu do Wiednia po Anschlussie. Potem tracimy ją z oczu aż do końca drugiej wojny światowej, kiedy to rzekomo została odkryta przez porucznika Waltera Williama Horna w momencie samobójstwa Hitlera 30 kwietnia 1945 r. Koniec.

    Problemy narastają, gdy odkrywamy, że pomimo długiego opisu pierwszego spotkania z Walterem Steinem i ich rozwijającymi się relacjami, to jednak Trevor Ravenscroft i Stein nigdy się nie spotkali. Wygląda na to, że Ravenscroft miał dostęp do dokumentów Steina za pośrednictwem wdowy, ale przyznał w 1982 r., że jego kontakt z samym mężczyzną odbywał się całkowicie za pośrednictwem medium: innymi słowy, miał on kontakt z duchem Waltera Steina. Jest to zatem forma badań historycznych prowadzonych przez seans spirytystyczny (fr. séance)!

    PS. Ravenscroft był ojcem saksofonisty Raphaela Ravenscrofta z tego "klasyka". Tego polecam:)

    https://www.youtube.com/watch?v=Fo6aKnRnBxM
  • @Arjanek 09:08:19
    Przegląd idei i trendów - uznanych (dlaczego?) za gnostyckie.
    Ale z tego nie bardzo daje się wysnuć jakie miały wpływ na Rosenberga i innych ludzi Hitlera.
    Jako kształceni - zapewne sporo wiedzieli. Pewnie i o gnozie też.
    Nie widzę związku gnozy z hitleryzmem.
  • @Arjanek 09:08:19
    Cyt://The Morning of the Magician Pauwelsa i Bergiera (w jęz. francuskim, a następnie przetłumaczona na inne języki)//

    Wiki pl. //Jacques Bergier fr: ʒak bɛʀʒie - ros. Яков Михайлович Бергер, (ur. 8 sierpnia 1912 w Odessie, zm. 23 listopada 1978 w Paryżu) – alchemik, szpieg, dziennikarz i pisarz narodowości francuskiej i polskiej.//
    -----------------------------------------------------------------------------------------
    Wiki ang. w tłumaczeniu//Jakow Michajłowicz Berger, który później przyjął imię Jacques Bergier [2], urodził się w Odessie w 1912 r. Jego ojciec, Michaił Berger, był hurtownikiem żydowskim, a jego matka, Etlia Krzeminiecka, była rewolucjonistką. Jego wujek był jego cudownym rabinem i w swojej autobiografii Je ne suis pas une légende [3] Bergier mówi, że był kuzynem fizyka nuklearnego George'a Gamowa i niejakiego Anatolija, członka plutonu egzekucyjnego który zamordował Cara Mikołaja II.
    -----------------------------------------------------------------------------------------

    W czasie II wojny światowej wstąpił w Lyonie do partyzantki, był członkiem "trio inżynierów", następnie siatki Marco-Polo. Dzięki dostarczonym przez niego informacjom, przekazanym do Londynu jego siatka przyczyniła się do zbombardowania Peenemünde, niemieckiej eksperymentalnej bazy rakiet V2 Jacques Bergier interesował się alchemią we Francji co wyraził w książce napisanej wspólnie z Louis Pauwelsem - Le Matin des Magiciens (Poranek Magów), wydanie Gallimard w r. 1960. Twierdził też, że spotkał alchemika Fulcanelliego i opublikował wywiad, w którym sam Fulcanelli przewiduje działanie bomby atomowej (wywiad przeprowadzony na osiem lat przed zniszczeniem Hiroszimy)[potrzebny przypis]. Bergier znany jest ze swoich zainteresowań poza naukowych, niektóre jego książki zaliczane są do ezoteryki i literatury science-fiction, inne do literatury szpiegowskiej.

    Jacques Bergier wierzył w istnienie istot pozaziemskich, a także w ich wpływ na życie ludzi już od najdawniejszych czasów. Razem z Louis Pauwelsem tworzył literaturę nazwaną "realizmem fantastycznym". Uważał jednak, że dziedzina badań nad tymi odrzucanymi przez oficjalną naukę wymaga ścisłego rygoru naukowego i tym się zajmował. Dla przykładu: nie wierzył w bajki o latających spodkach w powszechnym rozumieniu tego terminu, lecz zajmował się wyjaśnianiem fenomenu w sposób innowacyjny[1].
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Jacques_Bergier

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30