Gorące tematy: Wybory 2020 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
67 postów 1309 komentarzy

„Zatem-gdzie dotarł-o ile w ogóle gdzieś dotarł” J. Karski.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jednym z najbardziej użytecznych „naocznych świadków” rzekomego żydowskiego holokaustu był (jest) propagandysta z okresu II wojny światowej, Jan Karski.

Od kilkudziesięciu lat jest symbolem wykorzystywanym na potwierdzenie oficjalnej wersji holokaustu. „Oto człowiek, który na własne oczy widział obóz zagłady” (Bełżec) – mówią żydowcy propagandyści wskazując na prawdziwego świadka tzw. żydowskiej zagłady. W 1982 roku Jad Waszem przyznało mu tytuł „Sprawiedliwy wśród sprawiedliwych”, a 1991 roku otrzymał Eisenhower Liberation Medal od US Holocaust Memorial Council. Trzy lata później przyznano mu honorowe obywatelstwo Izraela. Do niemal ostatnich dni był objazdowym reprezentantem instytucji żydowskich, takich jak US Holocaust Museum czy Anti-Defamation League.

Od wielu jednak lat historycy badający relacje Karskiego stwierdzają, że zbyt wiele razy podawane wersje mają się nijak do rzeczywistości. Szczególnie dotyczy to jego „wspomnień” z obozu w Bełżcu. Już w 1986 roku, nawet historycy żydowscy nurtu oficjalnego starają się unikać Karskiego w poważnych pracach historycznych. Historyk żydowski Raol Hilberg na pytanie o wartość historyczną wspomnień Karskiego powiedział w wywiadzie dla Jerusalem Post: „Karskiego nie umieściłbym nawet w spisie swojej książki”. Oczywiście takie propagandowe produkcje jak film „Shoah” Lanzmanna (w którym to antypolskim filmie Karski wypowiada się) zgrabnie unikają pytań o to kluczowe zagadnienie.

Stanisław Michalkiewicz napisał tak:

Okazuje się, że z autorytetami moralnymi trzeba ostrożnie. Niestety „Wirtualna Polska” chyba nie zachowała dostatecznej ostrożności, publikując 17 kwietnia br. fragmenty „Tajnego państwa” autorstwa Jana Karskiego. Jan Karski, który tak naprawdę nazywał się Kozielewski, twierdzi tam, że w przebraniu estońskiego strażnika obejrzał obóz dla Żydów w Bełżcu. Ale zanim tam dotarł i zanim obejrzał, pisze tak oto: „Wczesnym rankiem w ustalonym dniu wyjechałem z Warszawy w towarzystwie pewnego Żyda, który działał poza obrębem getta w żydowskim ruchu podziemnym. Pojechaliśmy pociągiem do Lublina. Tam czekał na nas wóz z sianem. Skręciliśmy wyboistą drogę, ponieważ chłop, który nas wiózł, wolał się nie pokazywać na ruchliwej szosie z Zamościa. Dotarliśmy do Bełżca wkrótce po dwunastej w południe i udaliśmy się wprost do miejsca, gdzie miał na mnie oczekiwać Estończyk…” – i tak dalej. Wszystko – jak powiadają gitowcy – „gra i koliduje”, to znaczy – może by i grało, gdyby nie jeden drobiazg.

Otóż Jan Karski pisze, że z owym „Żydem” wyjechał z Warszawy „wczesnym rankiem”, a więc nie wcześniej, niż o godzinie 5 rano, bo dopiero wtedy kończyła się w Generalnym Gubernatorstwie godzina policyjna. Dystans z Warszawy do Lublina pociąg pośpieszny z elektryczną lokomotywą nawet dzisiaj pokonuje w czasie co najmniej 2,5 godziny, a w okresie okupacji, gdy pociąg ciągnięty był przez parowóz, musiały to być co najmniej 3, jeśli nie 3,5 godziny. Zatem w najlepszym razie Jan Karski mógł dotrzeć do Lublina o godzinie 8 rano. Tam zaraz przesiadł się na konny wóz z sianem, który jechał „wyboistą drogą”, a więc prawdopodobnie stępa, bo wóz z sianem jadący szybciej po wyboistej drodze na pewno by się wywrócił. Tymi „wyboistymi drogami” na wozie z sianem Jan Karski miał dotrzeć do Bełżca „wkrótce po dwunastej w południe”, a więc po mniej więcej czterech godzinach.
Jest to absolutnie niemożliwe, ponieważ odległość z Lublina do Bełżca wynosi W LINII PROSTEJ 114 kilometrów, a po bocznych, wyboistych drogach z pewnością jest jeszcze większa. Ale gdyby to było nawet tylko 100 kilometrów, to i tak przebycie w cztery godziny takiej trasy konnym wozem wyładowanym sianem byłoby niemożliwe. Konny dyliżans pokonywał milę polską, a więc dystans około 7 kilometrów w ciągu półtorej godziny. Z Lublina do Bełżca w linii prostej jest 114 km, a więc co najmniej 16 mil polskich. Poruszając się z szybkością dyliżansu – co jest zresztą mało prawdopodobne – Jan Karski z Lublina do Bełżca musiałby jechać bez przerwy co najmniej dobę, a praktycznie – znacznie dłużej, ponieważ jest mało prawdopodobne, by jechał nocą, kiedy obowiązywała godzina policyjna, tj. między godziną 23, a 5 rano, no i poza tym – koń, czy konie – jeśli była para – też musiałyby trochę odpocząć. I w ogóle – dlaczego właściwie Jan Karski z Lublina miałby jechać do Bełżca konnym wozem, skoro Bełżec leży nieopodal linii kolejowej Lublin-Lwów, więc mógł dojechać koleją całkiem blisko – bo obóz zlokalizowany był w odległości zaledwie pół kilometra od stacji. Wypływa z tego jeden wniosek; Jan Karski nie dotarł do Bełżca, tylko gdzieś indziej. A gdzie? Niektórzy autorzy twierdzą, że do Zamościa lub Izbicy – ale przedstawiony przez Jana Karskiego opis podróży sprawia, że i to przypuszczenie ze względu na odległość Zamościa i Izbicy od Lublina jest nieprawdopodobne. Zatem – gdzie dotarł – o ile w ogóle gdzieś dotarł – i co naprawdę tam zobaczył – o ile w ogóle coś zobaczył?

Ten przypis poniżej bardzo zgrabnie to kondensuje:

W swoich ustnych raportach podczas wojny, w swoich wspomnieniach, opublikowanych w 1944 r. (Jan Karski, Story of a Secret State, Boston: Houghton Mifflin, 1944) oraz w oświadczeniach dla Lanzmanna, a później dla Waltera Laqueura (The Terrible Secret, Nowy Jork: Henry Holt, 1998, s. 231), Karski mówi, że odwiedził obóz zagłady w Bełżcu. W Perpetrators, Victims, Bystanders: The Jewish Catastrophe (New York: Harper, 1993) Raul Hilberg wykazał, że jego zeznania nie pasują do Bełżca (patrz także R. Hilberg, Źródła badań nad holokaustem: Analizy, Lanham [Maryland] : Ivan R Dee, 2001). W 1990 r. David Engel postulował, że Karski nie był w Bełżcu, ale w obozie w Bełżycach („The Western Allies and the Holocaust” [przypis 2], 374). Być może jednak Karski udał się do obozu pobocznego w Bełżcu w Izbicy Lubelskiej, patrz E. Thomas Wood i Stanisław M. Jankowski, Karski: How One Man Tried to Stop the Holocaust (New York: Wiley, 1994), którzy piszą na temat badań polskiego historyka Józefa Marszałka. Jak zauważa Jean-Louis Panné: „Gdy [Karski] mógł odwiedzić Polskę w 1993 roku, odwiedził oba obozy i formalnie zidentyfikował Izbicę, między Lublinem a Bełżcem, niedaleko Zamościa: Jean-Louis Panné, Jan Karski, le roman et l'histoire (Paryż: Pascal Galodé, 2010), 20. W wywiadzie nakręconym w 1995 r. Karski wyjaśnił, że z pewnością był w Izbicy, a nie - jak długo sądził - w Bełżcu: Diane Glazer Show (Los Angeles: Jewish Television Network, 1995), video consultable in Jan Karski Papers, Hoover Institution Archives, Stanford University, box 31, file 11. W polskiej wersji swoich wspomnień, opublikowanych w 1999 roku, Karski zastąpił Bełżec Izbicą, jak Céline Gervais-Francelle wskazuje we wstępie do Jana Karskiego, mon témoignage devant le monde, Histoire d'un état clandestin [francuskie tłumaczenie Karskiego Story of a Secret State] (Paryż: Robert Laffont, 2010), XX i 389, nota4*

Jeżeli, jak sam pisze, zdecydował, że był w Izbicy to należy przypomnieć:

Według Ryszarda Adamczyka[15] znaczna część ludności żydowskiej nie ukrywała zadowolenia z wkroczenia Armii Sowieckiej. Spowodowało to wrogość okolicznych mieszkańców narodowości polskiej. Jedno z opisywanych zdarzeń opisuje rzucenie granatu w grupę obradujących Żydów (którzy dyskutowali o tym, czy Izbica pozostanie pod kontrolą sowiecką), co spowodowało śmierć jednej z żydowskich mieszkanek miasteczka. Po powrocie wojsk niemieckich początkowo życie w miejscowości przebiegało w miarę spokojnie, działały miejscowe sklepiki i kramy. Okupacyjne władze początkowo nie wykazywały szczególnego zainteresowania tą grupą narodowościową [żydowską], skupiając się na zarządzaniu gminą i osadą poprzez zarządzenia. Dotkliwym problemem stawały się choroby, zwłaszcza tyfus plamisty, który przybrał w miejscowości rozmiary epidemii. W Izbicy został utworzony w ramach akcji Reinhard niemiecki obóz przejściowy dla Żydów.*

 

Jeżeli do tego dodać różne wersje jego raportu, pisane pewnie na polityczne zamówienie, to trudno traktować te jego rewelacje poważnie.

[…] "Zagadnienia żydowskie w kraju"
"Raport odnalazł w Archiwum Hoovera w Stanford w Aktach Ministerstwa Informacji i Dokumentacji polskiego rządu emigracyjnego amerykański historyk David Engel. Engel zauważył pozostawiając swoje odkrycie bez komentarza, że strony 6, 9, 10, 11 raportu występują w dwóch wersjach; drugą wersję – łagodniej oddającą negatywny stosunek Polaków do Żydów – Karski albo sam zredagował, albo co najmniej zaakceptował, co poświadcza jego rękopiśmienna zapiska na oryginale. Wersja złagodzona dotyczyła okupacji niemieckiej." […]*


https://journals.openedition.org/etudesphotographiques/3467#ftn3
http://www.bibula.com/?p=74394
https://pl.wikipedia.org/wiki/Izbica_(wojew%C3%B3dztwo_lubelskie)#II_wojna_%C5%9Bwiatowa
http://karski.muzhp.pl/misja_raporty_karskiego_zagadnienia_zydowskie.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81aweczki_Jana_Karskiego
 

KOMENTARZE

  • Żona Jana Karskiego
    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/f/f6/Pola_Nire%C5%84ska%2C_Krzyk%2C_NAC-PIC_1-M-616-10.jpg/660px-Pola_Nire%C5%84ska%2C_Krzyk%2C_NAC-PIC_1-M-616-10.jpg

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pola_Nire%C5%84ska
  • @ Autor - 5*
    DK
    __________________

    Zawsze mnie zastanawia skąd w Europie w 1938r. wzięło się 6 mln Żydów, skoro 3,5 mln Żydów mieszkało w Polsce - w Paradis Judaeorum) - ? Drugie państwo z największą ilością Żydów, IIIRzesza miała ich ok. 0,6 mln - chodzi oczywiście o tych Żydów z holomitu.

    Inna ciekawostka:

    "Reinhard Heydrich, ośmiu sekretarzy stanu, sześciu ekspertów do spraw policji i bezpieczeństwa oraz dyrektor ministerialny rozmawiali na naradzie o ludobójstwie, eliminowaniu i zagładzie w sposób otwarty. Protokół z narady w willi przy Großer Wannsee został napisany w sposób mniej drastyczny, z użyciem wielu eufemizmów, takich jak "deportacja" bądź "wysiedlenie" dla określenia mordów. Protokolantem był Adolf Eichmann, mianowany wkrótce szefem tej akcji."
    za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Konferencja_w_Wannsee

    Zatem skąd wiadomo, że chodziło o likwidację?
    I kwestia najważniejsza, dlaczego dokumentacja z konferencji w Wannsee, która jest dowodem na holomit 6 mln Żydów zachowała się w całości, a Generalplan Ost (plan likwidacji Słowian) i jego trzy kopie zostały zniszczone, a to co o nim wiadomo pochodzi z innych dokumentów zawierających fragmenty Generalplan Ost?

    Dlaczego Niemcy obawiali się ujawnienia Generalplan Ost, a nie obawiali się ujawnienia dokumentacji z konferencji w Wannsee?
  • @Arjanek 13:15:10
    I to jest równie interesujące:

    "Pola Nireńska (ur. jako Pola Nirensztajn w 1910 w Warszawie).
    Studiowała w Dreźnie, w szkole tańca Mary Wigman[4]. Otrzymała drugą nagrodę na wiedeńskim międzynarodowym Kongresie Tańca - za choreografie „Krzyk” i „Ballada japońska”.
    Była laureatką międzynarodowego konkursu tanecznego w Warszawie."

    To wszystko w czasie szalejącego w IIIRzeszy, w Austrii, w IIRP, "antysemityzmu" (?).
  • "„Zatem-gdzie dotarł-o ile w ogóle gdzieś dotarł” J. Karski."
    -------------
    Nie wiemy gdzie dotarł J. Karski - ale wiemy, że umarł śmiercią naturalną - a to znaczy - że prawdy o holokicie nie poznał.
    Wniosek?
    Gdyby w/w prawdę poznał - nikt by dzisiaj o Karskim nie wiedział - a jego życie zakończyłoby się duuuużo wcześniej.
  • @Arjanek
    Autor - jak zwykle: 5*
    Możliwe, że nigdy nie dowiemy się jak to naprawdę było z tą eskapadą Karskiego i o nim samym. Ale może warto zastanowić się nad taką opcją, że Karski nigdy nie był w żadnym obozie a swoją wiedzę oparł na opowiadaniach obozowego estońskiego strażnika. Jak sam Karski twierdził udał si do obozu w mundurze takowego strażnika.
    Byłoby to logiczne bo nie wystarczy włożyć mundur i udać się do obozu. Trzeba by jeszcze znać masę szczegółów odnośnie funkcjonowania obozu jak i jego procedur kto jest kim itd. Ponadto obóz nie był duży a więc należy przyjąć, że funkcjonariusze tego obozu dobrze znali się z widzenia. Ponadto każdy strażnik obozowy ma przedzielone określone zadania i miejsce wykonywania takowych zadań. Nie można tak po prostu stać i gapić się jak się toczy życie obozowe. Jak w takie sytuacji możliwe było wejście do obozu i obserwacja „na żywo” tego co się tam dzieje? Natomiast możliwym jest dobrowolne lub przymusowe nakłonienie funkcjonariusza obozowego do obszernych zeznań/wywiadu na podstawie których można sporządzić raport. Samo zaistnienie takiego raportu nie stanowi jeszcze dowodu w sprawie nazistowskich obozów i praktyk tam panujących. Należy taki raport jeszcze uwiarygodnić podając, że było się naocznym świadkiem tego co zawiera treść owego raportu.
    I żeby nie było że coś kombinuję. Powtarzam, należy taki wariant również wziąć pod uwagę w świetle niezgodności wielu faktów podanych przez Karskiego.
  • Najdziwniejsze, że zydowscy konspiratorzy- przewodnicy Karskiego nie wiedzieli , że Izbica to obóz" "buforowy" przed Bełżcem
    O zyciu i dzialaniu tego obozu w miejscowości Izbica zalożonej i zamieszkalej wyłącznie przez talmudystów (nie było kościola,szabasgoje i urzenicy polscy bardzo nieliczni) wiadomo bardzo dużo z książki Tomasza Blatta "Z popiolów Sobiboru". Ojciec autora był przez folksdojczow informowany o terminie opróżniania obozu i do czasu przywiezienia następnych transportow żydów rodzina Blatta ukrywała się w specjalnej kryjowce. To się powtarzało przez caly czas do likwidacji obozu i Tomasz Blatt wyjechal z rodziną do Sobiboru gdzie w zonderkomandzie żydowskim właśnie zwolniło się kilkadziesiąt miejsc skutkiem fałszywego oskarżenia żydów polskich o planowaniu proby ucieczki przez żydow holenderskich. Cykliczne opróżnianie i napełnianie getta przejciowego w Izbicy musiało być znane wszystkim strażnikom.
    https://telewidz.neon24.pl/post/100332,izbicki-lacznik-z-popiolow-sobiboru-do-wyzszego-systemu-pasozytniczego
  • Kolejne kłamstwa
    Jakich wiele, tworzących hagadę holokaustu. Ostatnie dane - we wszystkich obozach zamordowano nieco ponad 200 tys. żydów. Żadne miliony, żadnych komór gazowych do uśmiercania ludzi ani żadnych pieców krematoryjnych pod względem wydajności bijących na głowę współczesne krematoria do spalania zwłok.

    A żoneczka - śliczności. Nic, tylko dzieci nią straszyć.
  • @Lotna 07:21:09
    Rozumiem, to z ówczesnych ziem polskich szaraki się rozbestwiły i zniknęły od kilku do kilkunastu milionów obywateli polskich . Tak jak dzisiaj znika corocznie ok.20 000 ludzi bezpowrotnie , czy jak znikają dzieci adoptowane w Polsce za granicami kraju. I wtedy i dziś nikt nic nie wie.
    Oczywiście relacje więźniów są nieistotne, bo z definicji kłamliwe i stanowią dowód spisku holomitu. Już w latach 40-tych!!

    Oczywiście różnice między ciężarówką a pikapem są pomijalne jak w krematoriach d; uroczystego spalania trumien z zawartością a piecami do pozbywania się materiału ludzkiego.

    Jeśli firma produkująca piece krematoryjne dostarczała tylko te seryjne ,standardowe produkowane jeszcze przed I wojna. TO czemu ludzie z zarządu i biura konstrukcyjnego popełniali samobójstwo?
  • @gnago 08:38:52
    Nic mi nie wiadomo, na temat szaraków. Była wojna i ludzie umierali nie tylko od kul, ale także z głodu i z powodu chorób zakaźnych.
    Wiem także, że słynne komory gazowe do uśmiercania ludzi pobudowano tylko w tych obozach, które zostały wyzwolone przez ZSRR rządzone przez żydów i o dziwo! Od dekad nikt nie wspomina męczeństwa innych narodowości poza żydami.
    Gdyby te wiatrem podszyte komory gazowe miały zatruwać setki ludzi w nich zamkniętych, wytrułyby takźe pół obozu, łącznie z dowództwem i obsługą tych komór.
    Moźna zagazować człowieka spalinami w samochodzie, ale z pewnością nie moźna setek ludzi w szałasie, aby się przy tym samemu nie zatruć. Komory gazowe musiałby być hermetyczne, a z pewnością nigdy nie były.
  • @Lotna 15:36:27
    Nie ... komory gazowe były i ludzie tam masowo ginęli..
    problem jest w ilości ofiar holocaustu.
    z 3,5 mln żydów w Polsce Stalin i pakt Ribbentrop Mołotow uratował tak 2,5 mln... bo najwięcej żydów mieszkało na ziemiach zajętych przez Stalina. Ci żydzi mogli zginąć po 1941r o ile nie wyjechali w głąb Rosji..
    a masowe wywózki były...
    W Polsce podczas okupacji żydzi się masowo ukrywali...na wsiach to ukrywali się po lasach po stodołach u rolników... byli łatwymi ofiarami...doniesień wścibskich sąsiadów..
    ale w miastach spolonizowani żydzi mało różnili się od Polaków .. i masowo załatwiali lewe Polskie papiery, zmieniali miejsce zamieszkania i pracę i stawali się Polakami a do tego katolikami.
    Niemcy nie byli w stanie ich odróżnić od Polaków.
    Tacy żydzi przeżyli wojnę a po wojnie ich zatrzęsienie było w różnych nowo zasiedlanych miejscach w Polsce np w trójmieście na ziemiach odzyskanych...żydzi bali się swoich starych miejsc zamieszkania bo bali się zdemaskowania.
    żydów ubyło w statystykach (w spisach ludności) a Polaków przybyło...
    żydów którzy zniknęli w dokumentach uznano za ofiary holocaustu
    a oni już byli w PRLu Polakami.
    PRL nie był rasowy i wszystkich traktował jak Polaków..wszystkich kształcił zatrudniał...a żydzi stworzyli oczywiście swoją mafię...która szybko zdominowała władze PRLu (czasy Stalinowskie).
    W Polsce trwała przepychanka o władze między żydami a Polakami (puławianie i moczarowcy ?) Moczar był stroną Polską.
    w końcu Gomułka w 1968r odsunął żydów od władzy w Polsce.. dając im zielone paszporty na zachód gdy ktoś chciał.. (przymusu nie było).
    Od tego momentu mafia żydowska atakowała PRL wielokrotnie..
    1970, 1976, 1980...aż do odsunięcia Polaków od władzy w Polsce przy pomocy KK, i pożytecznych idiotów Solidarności.
    Od 89r mamy w Polsce znowu władzę żydowską... co widać gołym okiem w TV.
    Żydów w Polsce jest dużo więcej niż się do tego przyznają oficjalnie... stanowią kadry mafii Żydowskiej w Polsce (dzieci żydów którzy oficjalnie zginęli w Holocauście).
    Jak widać stał się cud...taki jak z Jezusem ...żydzi zginęli wg oficjalnej wersji historii...ale żyją we wcieleniu "Polaków" katolików...
    Nie każdy katolik do żyd ale wielu żydów uciekało w katolicyzm by się bardziej maskować.

    Żyjemy w innym etnicznie środowisku niż nam mówią że żyjemy.
    Jak pamiętam to w szkole tak z 1/4 klasy to były dzieci żydów..
    i w podstawówce i w średniej i na studiach.
    Pewności nie mam ale tak to widzę..
  • Czemu służy fotografia Poli Nirenskiej na scenie w dramatycznej pozie?
    Karski poślubił Polę Nirenską dopiero w 1965 roku. Sprawa pomyłki w nazwach miejscowości - Izbica zamiast Bełżca- miała miejsce w roku 1942.
    W obydwu miejscach istniały niemieckie obozy.
  • @AgnieszkaS 21:28:10
    Cyt://Sprawa pomyłki w nazwach miejscowości//

    AK miała doskonały wgląd, gdzie i co się działo. On wcale nie musiał tam jechać, co udowodnił Michalkiewicz.


    Marian Kozielewski, brat Jana Karskiego na "L-4 z Auschwitz".
    https://m.salon24.pl/f0c1e6929883d2f39fc9157b1a003d2d,860,0,0,0.jpg
    Z powodu złego stanu zdrowia został zwolniony z Auschwitz w maju 1941, z zastrzeżeniem obowiązku meldowania się na Gestapo[2].

    Z raportu "Witolda" rtm. Pileckiego o członku jego organizacji w obozie:
    "Tegoż 6 marca (1941 r. - dod. mój) Sławek zawiadomił mnie, że nazajutrz będzie zwolniony z obozu i że jedzie do Warszawy. Był zawsze optymistą - zapowiedział, że poczeka na mnie w Warszawie. Został zwolniony bez kwarantanny - wtedy tak było. Zwolniły go starania żony przez konsulat szwedzki." Nie był to jedyny członek "piątek" Pileckiego zwolniony z Auschwitz.

    Z Auschwitz, gdy rzekomo już trwała masakra żydów: "niezwykle dużą liczbę więźniów wypuszczono w 1942 roku. W pierwszej połowie roku były to 952 osoby, w następnych sześciu miesiącach jeszcze 36 więźniów. Wypuszczano także w roku 1943, a na początku 1944 wypuszczono także znaczącą liczbę kobiet żydowskich, dzięki wstawiennictwu niemieckich przemysłowców."


    Do końca 1942 roku został zorganizowany ruch oporu w Auschwitz [Wikipedia]. Mógł on w sumie liczyć nawet kilka tysięcy więźniów działających w wielu tajnych organizacjach, które posiadały na wyposażeniu broń, materiały wybuchowe, a nawet radiostację. Brano pod uwagę nawet wywołanie powstania w obozie. Członkowie podziemia byli ulokowani we wszystkich kluczowych miejscach obozu, także w Birkenau, gdzie miała miejsce rzekoma masakra. Z ruchem oporu współpracowała nawet pewna grupa SS-manów oraz pielęgniarka Maria Stromberger z obsługi obozu. [J. Garliński]

    Obozowy ruch oporu był, [za Pileckim] "w stałym kontakcie" m.in. z kwaterą główną AK w Warszawie, a ta w stałym radiowym kontakcie z Londynem. Dla Armii Krajowej Auschwitz był całkowicie transparentny. Tymczasem, co warto podkreślić, w raportach Pileckiego nie znajdziemy żadnej informacji o komorach gazowych, a w raportach Karskiego, oraz w nocie Raczyńskiego nie znajdziemy nawet słowa Auschwitz czy Oświęcim. W najważniejszym dwutygodniku wydawanym przez polski rząd w Londynie nie ma informacji o eksterminacji żydów w Auschwitz aż do wiosny 1945 roku.

    Gdyby nastąpiło, tak masowe, od 1942 roku mordowanie żydów, to organizacje podziemne w Auschwitz, a było ich wiele i różnych narodowości, działając często niezależnie, musiałyby o tym wiedzieć w szczegółach.
  • @Arjanek 03:53:08
    Komunikacja między Polską a Londynem.

    Wszystkie źródła wskazują, że tajna łączność pomiędzy Polską a Londynem odbywała się regularnie i przekazywano bardzo liczne informacje. Gen. Bór-Komorowski, komendant AK w jednym z tajnych raportów wskazał: "komunikaty były regularnie nadawane drogą radiową i w latach 1942-43 w liczbie 300 miesięcznie. Zawierały szczegóły dotyczące każdego aspektu wojny". Oprócz transmisji radiowych najważniejsze informacje wywiadowcze w postaci mikrofilmów przekazywano każdego miesiąca za pośrednictwem kurierów. [T. Bór-Komorowski] Od początku 1941 roku do lipca 1942 kontakty z Londynem były także utrzymywane za pośrednictwem Szwedów mieszkających wtedy w Warszawie. Wracając do Szwecji, przewozili informacje od AK i Delegatury. Były to tzw. Sprawozdania sytuacyjne z kraju. Z początkiem drugiej połowy 1942 roku, komunikacja z Londynem została przejęta przez polskich kurierów. Najsławniejszym był J. Karski [przez wielu uważany za żyda]. W październiku '42 Karski wyjeżdża z Polski i po miesiącu dociera do Londynu. Tam przygotowuje sławny raport. Przypadek Karskiego został szczególnie propagandowo nagłośniony przez Aliantów. W USA spotkał się nawet z Rooseveltem. Jan Karski był bardzo dobrze poinformowany. Przygotowując swój raport, zdawał sobie sprawę z jego historycznego znaczenia. Korzystał z "najbogatszego zbioru polskich materiałów i wydawnictw podziemnych, wtedy dostępnych - prasy, ulotek, książek". Oprócz tego, dzięki licznym kontaktom z wyższym dowództwem podziemia, Karski "był w stanie opisać całą strukturę ruchu podziemia i zobrazować szczegółowo całą sytuację w Polsce".

    Na podstawie dokumentów przywiezionych w postaci mikrofilmów (materiały przygotowane przez Referat Spraw Żydowskich Komendy Głównej AK) do Londynu przez kuriera Jana Karskiego i potwierdzone jego świadectwem, w imieniu Rządu RP na uchodźstwie, minister spraw zagranicznych Edward Raczyński sporządził pierwszy oficjalny raport na temat holokaustu [bez słowa Auschwitz] znany jako nota Raczyńskiego. Nota, napisana po angielsku, została rozesłana 10 grudnia 1942 r. przez Ministra Raczyńskiego rządom państw będących sygnatariuszami Deklaracji Narodów Zjednoczonych.

    Drugim kurierem był Jan Nowak (Zdzisław Jeziorański). Jego przodek Józef Jeziorański z Buska wraz z żoną Ewą Orłowską byli żydowskimi frankistami (wyznawcami sekty Jakuba Franka) i zostali ochrzczeni w 1759 we Lwowie [Wikipedia]. Został on wybrany w 1943 w celu przekazania do Londynu maksimum dostępnych informacji. W tym celu, spotkał się latem tego roku z szefem Biura Informacji i Propagandy (BIP) AK, Janem Rzepeckim, który był "w pewnym sensie ministrem AK od polityki i propagandy. Kontrolował nie tylko podziemną prasę, ale także całą sieć napływających informacji". Na rozkaz Rzepeckiego, Nowak spotkał się również z szefami poszczególnych sekcji BIP-u, między innymi "sekcji żydowskiej", ze wszystkimi prowadził bardzo "długie i wyczerpujące" rozmowy przez okres całego miesiąca. W ten sposób latem 1943 roku, Nowak musiał być jedną z najlepiej poinformowanych osób o tym co dzieje się w Polsce. Przybył on do Londynu w grudniu 1943 roku. Kilka miesięcy później, w połowie 1944 roku powrócił do Polski. "Kiedy powstańcy warszawscy pytali go, kiedy nadejdzie odsiecz? - Niebawem - odpowiadał porucznik Jan Nowak, kurier AK, który właśnie powrócił z Londynu. Kłamał".

    Krótko mówiąc, gdyby w tym czasie prowadzono eksterminację żydów w Auschwitz na tak masową skalę, dowództwo ruchu oporu w Polsce z pewnością by tą informację przekazało do swoich zwierzchników w Londynie, za pośrednictwem radia albo specjalnie do tego przygotowanych kurierów takich jak Nowak czy Karski. Nic takiego nie miało miejsca. W raportach Karskiego oraz w nocie Raczyńskiego nie znajdziemy nawet słów takich jak Auschwitz czy Oświęcim, nie mówiąc już o komorach gazowych. Nie istnieje w dokumentach Karskiego czy Nowaka temat taki jak gazowanie więźniów w Auschwitz. Jak to możliwe, skoro polski wywiad zbierał szczegółowe dane o sytuacji ekonomicznej w Niemczech, o niemieckich dywizjach stacjonujących na Ukrainie, o przygotowaniach Niemców do wydobycia ropy na Kaukazie, o ruchach statków na Morzu Północnym i na Bałtyku, o morale panującym w niemieckim wojsku. Polacy zdobyli najbardziej strzeżone informacje Rzeszy o eksperymentach z V-2 na wyspie Peenemünde. Podobnie w '43 wywiad AK dowiedział się o testach V-2 przeprowadzanych koło Sandomierza. Tak się składa, że dowódca Jerzy Chmielewski, który kierował tą operacją, został aresztowany i przebywał w Auschwitz. Został on jednak wypuszczony za dużą kaucją i w ten sposób, on sam osobiście mógł drogą powietrzną [akcja Most III lipiec '44] przetransportować części rakiet V-2 i złożyć raport władzom w Londynie. A gdyby ktoś próbował posądzać polskie podziemie i polskie władze na uchodźstwie, że ukrywały tą rzekomą eksterminację żydów w Auschwitz, to nic z tych rzeczy, wystarczy przeczytać numer 71 The Polish Fortnightly Review, żeby sobie uświadomić jak bardzo zależało polskim władzom na nagłaśnianiu tzw. kwestii żydowskiej zagranicą.
  • @Arjanek 05:28:34
    "Krótko mówiąc, gdyby w tym czasie prowadzono eksterminację żydów w Auschwitz na tak masową skalę, dowództwo ruchu oporu w Polsce z pewnością by tą informację przekazało do swoich zwierzchników w Londynie.."

    Tak też się stało. Polski rząd w Londynie poinformował o tym Zachód już w 1941 roku:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Auschwitz_bombing_debate

    https://en.wikipedia.org/wiki/The_Polish_White_Book
  • @AgnieszkaS 06:36:58
    1. W drugim linku: The Polish White Book

    Volume 3: German Occupation of Poland. Extract of Note Addressed to The Allied and Neutral Powers

    Jak Pani znajdzie tu "gas chamber" to publicznie panią przeproszę.

    https://archive.org/details/germanoccupation017525mbp/page/n10/mode/2up

    2. W pierwszym linku: Auschwitz bombing debate

    Cyt:"In 1942, Lieutenant Jan Karski reported to the Polish, British and U.S. governments on the situation in occupied Poland, especially the liquidation of the Warsaw Ghetto and the general systematic extermination of the Poles and Jews nationally. He did not know about the murder by gas, repeating the common belief at the time that deported Jews were being exterminated with electricity.[5]"

    W 1942 r. porucznik Jan Karski poinformował rządy polski, brytyjski i amerykański o sytuacji w okupowanej Polsce, zwłaszcza o likwidacji getta warszawskiego i ogólnej systematycznej eksterminacji Polaków i Żydów w kraju. Nie wiedział o morderstwie za pomocą gazu, powtarzając powszechne przekonanie, że deportowani Żydzi byli eksterminowani elektrycznie [5].

    Proszę sobie to przemyśleć. Karski był dokładnie przez żydów i AK informowany co się dzieje w Polsce. Głupoty o eksterminacji za pomocą prądu i innych takich żydowskich wymysłach są nawet udokumentowane w Norymberdze. Notkę opublikuję tu na Neonie.
  • @AgnieszkaS 06:36:58
    Ludzie w obozach umierali, to nie ulega żadnej wątpliwości - niewolnicza praca, wycieńczenie, niedożywienie, choroby.
    Już od wielu lat szukam jakiejś komory gazowej, o których tak dużo się mówi i nic...
    Może ty Jagienko wiesz gdzie?
  • @Arjanek 07:18:05
    Po raz pierwszy cyklon B został użyty jako środek przeciw ludziom w obozie Buchenwald w styczniu lub lutym 1940. Przetestowano go na grupie 250 romskich dzieci pochodzących z Brna[4].

    Obozem, w którym użycie cyklonu B było najbardziej rozpowszechnione, był KL Auschwitz. Po raz pierwszy, eksperymentalnie przeciw 600 radzieckim jeńcom wojennym i 250 Polakom, tego środka użyto tam 3 września 1941[...]W 1994 w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie porównano śladowe stężenie cyjanków w próbkach pobranych z powierzchni ścian i sufitów komór gazowych z KL Auschwitz i ścian baraków mieszkalnych. We wszystkich 22 próbkach pobranych z komór gazowych znaleziono ślady cyjanków, natomiast nie znaleziono ich w próbkach pobranych ze ścian baraków mieszkalnych, co dowiodło, że rzeczywiście w komorach gazowych występowało często wysokie stężenie cyjanowodoru[10].

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Cyklon_B

    http://auschwitz.org/en/history/auschwitz-and-shoah/gas-chambers
  • @AgnieszkaS 07:49:03
    1.//Po raz pierwszy cyklon B został użyty jako środek przeciw ludziom w obozie Buchenwald w styczniu lub lutym 1940. Przetestowano go na grupie 250 romskich dzieci pochodzących z Brna[4].//

    Jak Pani czyta moje teksty to pewnie pani zauważyła ile jest fałszerstw dotyczących tematów II wś.

    Historycy głównego nurtu badający tzw. komory gazowe zdają się nie wiedzieć nic o takim gazowaniu.

    Czasami twierdzi się, że raport Proestera został opublikowany w książce Miriam Novitch Ludobójstwo Cyganów przez reżim nazistowski, ale ta książka i nie zawiera żadnej wzmianki o tym rzekomym wydarzeniu.

    Nie podaje się żadnych dalszych informacji na temat tego, kto złożył rzekome zeznania, żadnej analizy wiarygodności itp.

    W Google Books „250 children buchenwald zyklon 1940” , można zobaczyć sporo wzmianek w literaturze głównego nurtu. Biorąc pod uwagę odniesienie zawsze nazywane „Archiwum Muzeum Walczących przeciwko Nazizmowi” (lub faszyzm), które wydaje się występować tylko w związku z tym konkretnym twierdzeniem, myślę, że inni autorzy prawdopodobnie po prostu to plagiatowali.

    2.//Po raz pierwszy, eksperymentalnie przeciw 600 radzieckim jeńcom wojennym i 250 Polakom, tego środka użyto tam 3 września 1941[...]//

    Według zeznań Rudolfa Hössa, to Fritzsch miał pierwszy wpaść na pomysł użycia Cyklonu. Fritzsch nakazał podobno zabicie jeńców radzieckich zamkniętych w celach w piwnicy bunkra, podczas gdy Höss udał się na oficjalną wycieczkę pod koniec sierpnia 1941 r. Fritzsch miał wypróbować działanie gazu w miejscu, które nie było szczelne, narażając ofiary na jeszcze większe męki. Potem miał powtórzyć zabijanie w obecności Hössa. Według Hössa na miejscu opracowano preferowaną metodę masowych mordów w Auschwitz z użyciem Cyklonu B.

    Co do wymuszonych zeznań na Hössie mam już wyrobioną opinię, którą kiedyś na Neonie publikowałem. Specjalnie dla Pani jeszcze raz ją opublikuję.

    3. //W 1994 w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie porównano śladowe stężenie cyjanków w próbkach pobranych z powierzchni ścian i sufitów komór gazowych z KL Auschwitz i ścian baraków mieszkalnych. We wszystkich 22 próbkach pobranych z komór gazowych znaleziono ślady cyjanków, natomiast nie znaleziono ich w próbkach pobranych ze ścian baraków mieszkalnych, co dowiodło, że rzeczywiście w komorach gazowych występowało często wysokie stężenie cyjanowodoru[10].//

    To też temat na osobną notkę. Sama się pani prosi.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
242526272829